Rozdział osiemnasty.

6 komentarzy:
Stary głos dochodzi do moich uszu. To nie jest Harry, jestem pewna. Jest niewyobrażalnie zimno, moje ciało jest lodowate.Zaczynam czuć jak robi mi się słabo, oczy same się zamykają.
Tracę kontrolę nad własnym ciałem i upadam, nie myśląc już o osobie za mną. Przynajmniej umrę we śnie.

Obudziło mnie przyjemne ciepło, które ogrzewało moje ciało. Otworzyłam leniwie oczy i podniosłam się na łokciach. Leżę na kanapie niedaleko kominka.
Choinka oświetlona lampkami i udekorowana kolorowymi bombkami soi w rogu pokoju, a prezenty pod nią uwieńczają efekt. Plasterki pomarańczy wiszą na niektórych gałązkach, co wygląda ładnie.
Dodatkowo goździki poutykane w pomarańcze na parapecie dają piękny zapach, który jest wyczuwalny zapewne w każdym krańcu tego domu.
Domu, właśnie. Gdzie ja jestem? Jest ciemno, pokój oświetla tylko ogień w kominku i czerwone, a także białe lampki na choince.
Kiedy chcę wstać słyszę jakieś głosy. Modlitwa, to na pewno modlitwa. Mam wrażenie, że coś mnie ominęło, że coś zostało przerwane. Pamiętam tylko, że było mi bardzo zimno, a potem chyba zemdlałam.
Teraz jestem tutaj, pomimo tej atmosfery i pięknej choinki nie czuję się dobrze.
Głosy są coraz głośniejsze, mogę rozróżnić z nich głos dziewczynki, kobiety i starszego mężczyzny. Słyszę wszystkie trzy naraz.
Próbuję jakoś wyrzucić je z mojej głowy, ale potrząsanie nią nie skutkuje. Siadam na kanapie i zaczynam rozmyślać nad tym, co się dzieje. Czuję, jakbym straciła pamięć nie pamiętam zbyt wiele, a w zasadzie, to nic nie pamiętam.
Słyszę kroki, a modły ucichają. Postać zmierza w kierunku choinki z gwiazdą w ręku. Jest to kobieta, łudząco podobna do osoby, którą znam.
Staje przy choince i próbuje założyć ozdobę na czubek drzewa, ale jest zbyt niska, żeby to zrobić. Z jej ust pada imię mojego ojca, który zjawia się po chwili i przejmuje przedmiot z jej ręki.
Bez problemu zakłada go na sam czubek, jest wysoki, więc to żaden problem dla niego. Kiedy chcę podejść do rodziców coś mi nie pozwala.Jakby jakaś siła wyższa sterowała moim ciałem każe usiąść mi z powrotem.
- Czy Angelina śpi?
- Tak, położyłem ją do łóżeczka. Mamy czas dla siebie.
O nie, oni chyba nie będą się teraz ten teges.
Kiedy już mieli się pocałować rozległ się hałas. Dokładniej płacz dziecka, jak się domyślam mnie. Zawsze mi mówili, że dużo płakałam jak byłam mała, więc w sumie wszystko się zgadza.
Głośne westchnięcie mamy dobiegło do moich uszu. Dawałam im popalić jak widać. Tata zaczął poprawiać choinkę, a mama poszła na górę.
Dziwna siła sprawiła, że wstałam i również tam poszłam. O, to chyba mój pokój. O matko, ale ja się wydzieram - powiedziałam sama do siebie i skrzywiłam się.
Moja mama podeszła do kołyski i nachyliła się nad nią. Zdziwienie pojawiło się na jej twarzy. Zostałam pokierowana bliżej i zobaczyłam, ze wcale nie ma mnie w tej kołysce, a mama jest wyraźnie zdenerwowana.
Zaczyna patrzeć pod nią, obok, chodzi po całym pokoju, a potem woła ojca.
Ten szybko pojawia się w pokoju i zaczyna szukać mnie wraz z zapłakaną matką. Wreszcie mnie odnajdują, ale nie jestem sama. Na zaśnieżonym tarasie leży dziecko, a nad nim stoi mężczyzna.
Ubrany na czarno, z kapeluszem na głowie.
Dziecko, czyli ja, jest ubrane w zwykłe pieluszki, które nie są w stanie utrzymać ciepła. Przecież ja tam zamarznę! Sama ruszam do drzwi tarasowych, ale nie mogę nic zrobić.
Rodzice wybiegają i zabierają mnie stamtąd. Facet wyraźnie nie jest zadowolony, że mnie zabrali. Nie widzę jego twarzy, ale mogę się założyć o paczkę pierników, że skądś go znam.
Drzwi zostają zamknięte, a ja przebrana w nowe rzeczy, ponieważ tamte przemokły.
- Żyje, to cud, że nie zamarzła.
- Jak ona się dostała na taras?! - wrzeszczy mama.
- Nie wiem, jedźmy do lekarza.
- Nie! Jeszcze nam ją zabiorą, przecież ona prawie się wychłodziła na śmierć.
- Wytłumacz mi to, ona nie umie chodzić, a była na tarasie.
- Mówiłam ci, że w tym domu dzieją się dziwne rzeczy, ale ty nigdy mnie nie słuchałeś!
- Dobrze, spokojnie. Po nowym roku się wyprowadzimy, na razie musimy tu zostać.
To my się kiedyś przeprowadzaliśmy? Nigdy mi nic nie powiedzieli na ten temat. Ale wróć, co tu się właściwie dzieje i dlaczego widzę wspomnienia?
Próbuję jakoś porozmawiać z rodzicami, ale oni mnie nie słyszą. Moje wołania, a nawet krzyki na nic się nie zdadzą, więc rezygnuję.
Siadam przy choince i patrzę w okno. Zostałam sama w pokoju, rodzice poszli ze mną spać. Patrzę w okno tarasu i znów widzę tego mężczyznę.
To dziwne, ponieważ on przeniknął przez szklane drzwi i w jednej sekundzie znalazł się w środku domu. Idzie spokojnie przed siebie, chodzi po całym pokoju i rozgląda się.
Chwilę potem zawraca i już ma wychodzić na dwór, kiedy bombka, którą przypadkiem strąciłam spada z gałęzi, a postać odwraca się w moją stronę.
Mogę się mu przyjrzeć, zobaczyć jego twarz. Patrzę na oczy, których.. nie ma. Dwie duże czarne dziury zwrócone w moją stronę, usta są zaszyte, widać czarną nić, która według wzoru przenika przez wargi tej osoby.
Strach zaczyna się pojawiać, kiedy ta postać idzie w moją stronę i cały czas patrzy się na mnie. Może mnie nie widzi, może to blef.
Przypuszczenia okazują się nietrafne, kiedy zostaję złapana za szyję i brutalnie podniesiona do góry. Zaczynam się dusić, a on nie przestaje zaciskać ogromnej łapy na  moim gardle.

_____________________
Wesołych, zdrowych i spokojnych Świąt wszystkim!

http://teacher-harrystylesfanfiction.blogspot.com

Rozdział siedemnasty.

6 komentarzy:
Obudziłam się cała spocona i w jakimś łóżku, chyba szpitalnym. Nie pamiętam co się stało, ale dziwne uczucie mrowienia przebiegło przez moje stopy aż do bioder.
- Czy ty oszalałaś?
Uniosłam powoli głowę i zobaczyłam Harry'ego, który wyraźnie wkurzony chodził po pokoju.
- Nie? - odpowiedziałam nie wiedząc w sumie, co tak naprawdę powiedzieć. - Co się stało? - dodałam po chwili.
- Próbowałaś skoczyć z okna w hotelowym korytarzu, na dziesiątym piętrze.
Korytarz. Pamiętam, długi i straszny. Wszystko pamiętam, pająki i to, że wciągała mnie ziemia.
- Nie chciałam skoczyć.
- Ludzie mówili, że krzyczałaś i biegałaś korytarzem, a potem prawie wyskoczyłaś przez okno na jego końcu.
- Nie prawda.
- Nie zaprzeczaj, skoro jest to nagrane. - w tym momencie wziął pilot do ręki i włączył telewizor, na którym widziałam siebie biegającą i krzyczącą  po korytarzu.
Najlepsze jest to, że zachowywałam się tak, jak wtedy, kiedy znikały drzwi.
Na filmie chodziłam, otwierałam i zamykałam drzwi, a potem przyglądałam się obrazom, których nie było.
To naprawdę dziwne, nie mogłam sobie tego wymyślić.
- Za pięć minut masz badania. - powiedział i wyszedł z sali.
Zrobił się oziębły. Poprawiłam poduszkę i położyłam się na boku. Teraz przynajmniej wiem, że jestem w szpitalu. Jakąś chwilę później do sali weszła długonoga blondynka w białym kitlu.
Zaczęła mi mierzyć ciśnienie, a potem pobrała krew z lewej ręki. Zrobiło mi się słabo, ale nie powiedziałam jej o tym.
Stała z probówką zapełnioną do połowy moją krwią, a po chwili ją wypiła. Zamrugałam szybko kilka razy, a przed sobą miałam obraz pielęgniarki trzymającą probówkę z krwią i mówiącą coś do mnie.
- Wszystko w porządku? Chce pani wody? - zapytała.
- Nie, dziękuję. - odparłam cicho, a ona kiwnęła głową i wyszła.
To było dziwne, naprawdę bardzo dziwne. Zamknęłam oczy i położyłam się spać. Chyba mogę, prawda?

***

- Przebierz się. Będę czekał na dole, zjedź windą. - powiedział i wyszedł.
Zrobiłam to, co kazał i ubrałam zielony sweter w czarne serca, a do tego czarną spódniczkę. Mam nawet moją brązową torbę.
Poprawiłam włosy i wyszłam z sali. Udałam się głównym holem do drzwi od windy.
Poczekałam aż wjedzie na górę i wsiadłam do niej. Wcisnęłam zero na klawiaturze i spokojnie czekałam.
Zamiast na parter zjechałam na poziom B, czyli piwnicę. Drzwi się otworzyły, a ja poczułam chłód tego miejsca. Zimno, jak w jakiejś chłodni. Wcisnęłam odpowiedni przycisk, a drzwi się zamknęły.
To pewnie mała awaria - pomyślałam.
Niestety, kiedy drzwi się otworzyły byłam na tym samym piętrze. Wciskałam chaotycznie guziki, ale drzwi tym razem się już nie zamknęły.
Ostrożnie wyszłam z metalowej skrzyni i zaczęłam iść przed siebie. Gęsia skórka pokryła moje ciało, co nie było miłym uczuciem.
Usłyszałam dźwięk tłuczonej żarówki i nie wiem dlaczego, ale odwróciłam się za siebie i ujrzałam.. siebie.
Wiem, ze to brzmi niedorzecznie, ale naprawdę siebie widziałam.
Może i był to ułamek sekundy, ale jednak był wystarczająco długi, żebym mogła rozpoznać siebie stojąca w środku windy.
Trzymałam coś w dłoniach, te rzeczy przypominały dwa noże bądź też sztylety. Stojąc przodem do windy widzę pustkę, nikogo już tam nie ma.
Ale kiedy chcę się odwrócić coś mi nie pozwala. Coś, a dokładniej ostrze przy moim gardle.
Staram się nie oddychać, ale nie mogę teraz udawać martwej, to nienajlepszy sposób przetrwania właśnie w takich sytuacjach.
Kiedy wciągam nosem powietrze czuję znaną woń perfum. Przełykam ciężko ślinę nie wierząc, że to może być ta osoba, o której myślę.
Waham się, czy zapytać, ale w końcu udaje mi się wypowiedzieć to imię.
- Harry?

Informacje.

1 komentarz:
Witajcie.
Postanowiłam odpowiedzieć na pytanie, które zostało zadane w komentarzu, a także poinformować o jednej rzeczy.

Pytanie: Kto ci robił szablon?
- Szablon wykonała @FanOfAG i bardzo jej za to dziękuję. =)

W opowiadaniu pojawi się nowa bohaterka, której historię możecie poznać na tym blogu. --> http://bdwtc-ff.blogspot.com

Zapraszam do przeczytania #16. x

Rozdział szesnasty.

6 komentarzy:
Pękła szybka, a wskazówki odpadły i spadły na blat biurka. Poza tym nic się nie stało i dziękuję za to. Odsunęłam się od Harry'ego i założyłam kosmyk włosów za ucho.
Tak, denerwuję się.
- Co teraz będzie?
- Przez kilka dni będziemy w hotelu, potem pojedziemy do mojego domu w Newcastle.
- Australia?
- Tak. Czy coś nie tak?
- Nie, wszystko okej, ale Australia, a Londyn to
- Daleko, wiem. To dom mojej ciotki, który odnowiłem.
Nie pytałam już więcej.
- Wiesz co się stało z budzikiem?
- Niedokładnie.
- Czujesz bój głowy?
- Nie.
- Jest ci słabo?
- Nie. Czemu o to pytasz?
- Zazwyczaj, kiedy siły nadprzyrodzone tykają się rzeczy związanych z czasem może dojść do zmiany czasu bądź jego zatrzymania.
Jeśli kiedyś coś takiego by się stało, to pamiętaj, że nie możesz się bać. Wszystkie złe moce żywią się twoim strachem, nie pozwól by rosły w siłę.

- D..dobrze.
- Na krześle masz ubrania, będę w kuchni. Jeśli coś by się stało to krzycz.
- Mam nadzieję, że nie będe musiała. - posłałam mu uśmiech.
Pokręcił rozbawiony głową i zniknął za białymi drzwiami. Podeszłam do krzesła i wzięłam bluzkę.
Ubrałam się, a potem nasunęłam na stopy kremowe baletki. Skąd on zna mój rozmiar?
Zauważyłam jeszcze coś. Opaskę, która wisiała na oparciu krzesła. Założyłam ją na włowę i gumką związałam moje głosy.
Wyszłam z pokoju i zobaczyłam korytarz, zaczęłam nim iść. Na ścianach wisiały duże, stare obrazy, które nadawały klimat. Na drugim końcu korytarza dostrzegłam drzwi.
Chwilę potem satałam przed nimi i nazisnęłam na klamkę.
Po otwarciu weszłam w drugi korytarz. To trochę dziwny hotel, ale co ja mogę na to poradzić?
Doszłam do kolejnych drzwi i kiedy przekraczałam ich próg znajdywałam się w następnym korytarzu.
Wszędzie wiszą obrazy w dużych, złotych ramach. Chciałam zawrócić, ale drzwi za mną nie było. Były tylko jedne, na drugim końcu korytarza. Nie moge się cofnąć, a do przodu też nie chcę iść.
Kiedy otwieram kolerny raz dziwne drzwi jestem zdezorientowana, ponieważ znów jestem w korytarzu.
Przejście zatrzaskuje się, ale tym razem nie ma już żadnych drzwi. Kręcę się dookoła, ale nadal nie widze wyjścia.
Jestem w potrzasku, nie wyjdę stąd. Zrezygnowana siadam i operam się plecami o jedną ścianę.
Patrzę na obrazy, dokładnie się im przyglądam. To chyba jacyś krolowie.
Zaóważyłam w rogu pokoju czarną plamę. Nie plamę, ale duży czarny obszar. Wstałam i podeszłam trochę bliżej. To wygląda ja mech, albo coś.
Nagle to zaczęło się ruszać i po ścianie zaczęły zbiegać pająki.
Zaczęłam krzyczeć i natychmiast odskoczyłam od nich. Cofałam się tyłem i patrzyłam na nie, żeby wiedziec jak daloko są.
Horda pająków zmierzała w moim kierunku, a ja nie mogłam przestać krzyczeć.
Nienawidzę ich, są okropne, nienawidzę po prostu nienawidzę. Zaczeły wchodzić na ściany, a potem na sufit.
Obróciłam się i zobaczyłam, że korytarz się wydłużył. Zaczełam biec, chciałam być jak najdalej. Na ścianie dostrzegłam prostokątny kształt.
Jeśli to jest to co myślę, to jestem uratowana.
Biegłam ile sił w nogach, odwróciłam się, a to co ujrzałam przeraziło mnie od tego stopnia, że biegłam jeszcze szybciej.
Ściany za mną były czarne, wszędzie były pająki. Nie mam pojęcia skąd ich tu tyle, ale nie mam też casu, żeby się nad tym zastanawiać.
Dobiegłam do upragnionej wolności i nacisnęłam na klamkę. Nie myśląc weszłam szybko za powłokę białych drzwi i krzyknęłam, ponieważ zaczęłam spadać.
Otaczał mnie las, a po chwili byłam pod ziemią. Wpadłam w dziurę i spadłam coraz niżej i niżej.
Korzenie wystające z gleby mogłyby mi służyć jako coś do złapania się, gdybym umiała je chwycić.
Robiło się coraz ciemniej i ciemniej, brakowało światła z powierzchni. Kiedy uświadomiłam sobie, że to koniec przestałam machać rękoma i zamknęłam oczy, w których było trochę piasku.
To już koniec.

_____________________________
Czytasz? Skomentuj.
Przepraszam za błędy i za to, że rozdział jest taki krótki. 

Rozdział piętnasty. Część 2.

7 komentarzy:
- Nie ucieka się od kogoś, kogo się kocha.
Myślałam, że najnormalniej w świecie się przesłyszałam. Przypuszczam, że mógł się poczuć dziwnie i głupio, bo spojrzałam na niego, jak na idiotę.
- Przecież to nie ma sensu, nawet mnie nie znasz.
- Mylisz się. Znam cię lepiej niż ktokolwiek inny.
- Nie prawda.
- Zadaj jakieś pytanie, obojętnie jakie, dotyczące twojego życia.
- Co zrobiłam w szesnaste urodziny?
- Weszłaś na drzewo, bo nie mogłaś dosięgnąć jabłka, a potem spadłaś.
- Skąd to wiesz? - zapytałam.
- Za późno przybiegłem, nie zdążyłem cię złapać. - Dodał trochę ciszej.
- Jak to możliwe, skoro ja cię nie znam?
- Ty naprawdę nic nie pamiętasz, Angelino?
- Co miałabym pamiętać?
- Nie ważne. - mruknął i wstał z krzesła.
Kierował się w stronę wyjścia z pokoju, ale jakoś udało mi się wstać i złapać go za rękaw koszuli.
- Powiedz mi. - nalegałam, ponieważ chciałam poznać prawdę. - Jesteś może jakimś moim wujem? Albo kolegą?
- Kolegą. - prychnął.
Nie wiem o co mu chodzi.
- To skąd mnie znasz? Dlaczego ciągle mnie ratujesz, chodzisz za mną? Kim ty dla mnie jesteś?
- Widzisz, my..
- Tak?
- Kiedyś byliśmy razem, Angel.
To jakiś żart? Owszem, jest on bardzo przystojny, dobrze zbudowany. Tylko dlaczego ja go nie pamiętam?

- Wybacz, ale nie pamiętam, żebym kiedykolwiek wcześniej cię widziała.
- Czyli lekarz miał rację.
- Jaki lekarz, o czym mówisz?
- Dwa lata temu miałaś wypadek. My mieliśmy. To była moja wina, jechałem nieostrożnie, a ten palant wyjechał mi przed motor.
Nienawidzę motorów, boję się ich odkąd tylko pamiętam.
- Skręciłem, ale potem straciłem panowanie i uderzyliśmy w drzewo. Ja miałem lekki wstrząs mózgu, a ty zapadłaś w śpiączkę. Pojechałem do szpitala, zadzwoniłem po twoich rodziców. Nieźle mnie wtedy opieprzyli. Należało mi się. Nienawidzę siebie za to, że zabrałem cię tamtego dnia na tę cholerną przejażdżkę. Lekarze mówili, że wszystko będzie dobrze, ale ty zapadłaś w śpiączkę. Myślałem, że ich tam zabiję. Nie mogłem cię odwiedzać, twoi rodzice powiedzieli ochronie, żeby mnie nie wpuszczali. - przerwał na chwilę by wziąć oddech.
- Raz udało mi się podejść do szyby, przez która mogłem zobaczyć wnętrze pokoju, w którym byłaś. Kiedy ujrzałem cię na tym okropnym białym łóżku myślałem, że się zabiję.  Nie mogłem i nadal nie mogę sobie wybaczyć, że to przeze mnie cierpiałaś. Przez dwa tygodnie chodziłem do ciebie po zajęciach. Nie mogłem na ciebie spojrzeć, nie mogłem nic zrobić. Tylko czekać, aż się wybudzisz. I doczekałem się. W szpitalu powiedzieli mi, że cię wypisali i, że pojechałaś z rodzicami do domu, bo wyniki badań były dobre, ale miałaś jeszcze przyjechać na kontrolę następnego dnia. Dzwoniłem do twoich rodziców, do ciebie, pukałem do drzwi, pytałem sąsiadów, aż w końcu powiedzieli mi, że się wyprowadziliście.
Nigdy nie słyszałam o żadnej wyprowadzce, a co dopiero śpiączce.
- Usłyszałem, że to przeze mnie, nie mogłem sobie darować. Angina, szukałem cię ponad rok i nareszcie znalazłem. Ale ty mnie nie pamiętasz. Nie mogę opisać tego, jak się czuję. Osoba, za która oddałbym życie mnie nie poznaje.
To wszystko ma sens. Może i jestem idiotką, ale mu wierzę. Gdybym to ja była na jego miejscu i przeżyła to, co on, nie wiem, czy dałabym radę komuś o tym opowiedzieć. Jest to na pewno ciężkie.
Byłam w śpiączce, nic nie pamiętam z tego okresu mojego życia. Gdyby się tak zastanowić, to we wspomnieniach mam lukę. Pamiętam, jak pytałam właśnie o ten czas.
Rodzice mówili mi co innego. Chociaż gdyby się tak głębiej zastanowić, to zawsze dziwnie reagowali na moje pytania związane z tą częścią mojego okresu dojrzewania.
- Wszystko okej? - zapytał przerywając ciszę.
- Tak, znaczy nie. Znaczy.. to trochę pogmatwane.
- Rozumiem.
- Mogę cię o coś zapytać?
- O wszystko, pytaj o co tylko chcesz.
- Długo byliśmy razem?
- Cztery miesiące, dwadzieścia dni.
- To długo. - stwierdziłam po czym puściłam jego rękaw, który trzymałam od dłuższego czasu. - Mówiłeś, że szukałeś mnie ponad rok, prawda?
- Tak.
- Dlaczego nie znalazłeś sobie kogoś innego?
- Bo cie kocham.
Pierwszy raz odkąd pamiętam ktoś powiedział mi, że mnie kocha. Łzy zaczęły zbierać się w kącikach moich oczu.
- Przepraszam - Szepnęłam. - To po prostu dla mnie trudne.
- Rozumiem. - objął mnie swoimi ramionami i przytulił.
Jest mi głupio, nie wiem co robić. Spoglądam na szafkę, na której stoi budzik. Coś jest nie tak, wskazówki kręcą się bardzo, bardzo szybko, a budzik zaczyna podskakiwać na białym blacie biurka.
Błagam, nie. Nie teraz, nie chcę znów tego przeżywać.

_____________________________
Przepraszam za błędy.

Rozdział piętnasty. Część 1.

8 komentarzy:
Obudziłam się na łóżku. Po otwarciu oczy widziałam biały sufit, a kiedy chciałam się podnieść, to po prostu nie mogłam.
Moje ciało było obolałe, a mięśnie tak ponaciągane, że ruszyć się nie mogłam. Coś okropnego.
Lekko przekręciłam głowę i zobaczyłam kogoś siedzącego na krześle. Te loki dały mi do zrozumienia, że znam tę osobę.
Tatuaże na jego ręce też zrobiły swoje. Łóżko zaskrzypiało, a on momentalnie potrząsnął głowa i zaspany rozejrzał się po pokoju.
- Wstałaś. - stwierdził po czym wstał i poszedł gdzieś, nie wiem gdzie i po chwili przyniósł mi szklankę wody.
- Dlaczego nie pijesz?
- Nie mogę się ruszać. - jęknęłam.
- Cholera, musisz się uodpornić. - mruknął bardziej do siebie, a potem pomógł mi usiąść w miarę wygodnie.
Upiłam kilka łyków i myślałam, że ta gorycz mnie zabije.
- Co to jest? - zapytałam niezadowolona.
- Nieważne, pij.
- Niedobre.
- Chcesz normalnie funkcjonować, to pij.
Skrzywiłam się, ale kiedy pomyślałam o tym, ze cały czas miałoby mnie wszystko boleć tak jak teraz, to wolę już wypić to świństwo.
Oddałam mu szklankę, odstawił ją i przystawił dobie krzesło do łóżka.
- Pamiętasz coś? Cokolwiek?
- Szczerze, to wolałabym zapomnieć.. Pamiętam tylko, że zrobiło mi się ciemno przed oczami, kiedy mnie złapała.
- Mhm. To dobrze, więcej nie musisz pamiętać.
- Ale jak to, co się stało? Chcę wiedzieć wszystko.
- Nie wiem jak to powiedzieć.. Z tobą wszystko będzie dobrze, bo wypiłaś to, co ci dałem, ale twoja ciotka..
- Co z nią?
- Ona nie żyje.
Nie wiem co powiedzieć, bo totalnie mnie zatkało. Najpierw ojciec, teraz ciotka. To jest coś niemożliwego, nie wiem co się dzieje, ale strasznie mi gorąco.
Polika mnie palą, kiedy dotykam ich rękoma, to czuję jak gorące są.
- Trzymaj - podał mi lód - przyłóż i zaraz to uczucie minie.
Zrobiłam, co powiedział i faktycznie, uczucie gorąca minęło. Rozejrzałam się po pokoju, bo już mogłam. Nic minie nie bolało w szyi, ani innych częściach ciała.
Pokój jest ładny, ale widok za oknem nie wygląda mi na Londyn.
- Gdzie jesteśmy?
- W San Diego.
- San Diego? W stanie Kalifornia? Proszę, powiedz, że żartujesz.
- Nie, nie żartuję.
- Ale co ja teraz zrobię? Jak ja wrócę do - Tutaj nie dokończyłam, bo przecież nie mogę wrócić do domu.
- Dokąd? Do domu? Do domu, w którym możesz zginąć?
Spuściłam głowę i poczułam, jak łzy zbierają mi się w kącikach oczu.
- Przepraszam, nie chciałem. Wiem, ze to dla ciebie trudne, pewnie wiele rzeczy nie rozumiesz, ale od teraz musisz żyć sama. Nie możesz wrócić do miejsc, które znasz. Nie możesz ufać innym, jesteś zdana na siebie i tylko siebie.
- A ty?
- Co ja?
- Mam być zdana tylko na siebie i mam nie ufać ludziom, więc dlaczego jestem tu z tobą? Dlaczego jeszcze mnie nie zabiłeś?
- Jestem tu, żeby ci pomóc, a nie cię zabijać.
- Powiedziałeś, że mam nie ufać ludziom. Jesteś kimś innym niż istota żywa, czy
- Nie, jestem człowiekiem. I tak, powiedziałem to, ale ja jestem wyjątkiem.
- Skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę?
- Pomyśl. Miałem tak wiele okazji, żeby cię zabić, a tego nie zrobiłem. Przywiozłem cię tutaj, chociaż mogłem cię zostawić i zniknąć.
To co mówi ma sens, ale skąd ja mam wiedzieć, że to prawda? Może specjalnie tak mówi.
- Dlaczego?
- Co dlaczego?
- Dlaczego cały czas mnie ratujesz, pomagasz mi, chociaż mnie nie znasz? Po co to robisz? To nie ma sensu, możesz mieć normalne życie, a zadajesz się z kimś tak dziwnym i nienormalnym jak ja. Nie rozumiem, co jeszcze tu robisz. Ja bym uciekała.
- Nie ucieka się od kogoś, kogo się kocha.


________________________________________________
Cześć i czołem!
Nareszcie coś dodaję. Wiem, ze nie było długo rozdziału, ale ten tydzień był chyba najgorszym jak dotąd. Dużo sprawdzianów, czasami nawet dwa w jednym dniu plus kartkówki. W czwartek miałam pisać 4, ale pani od polskiego nie zrobiła, więc pisałam 3/4. Totalne szaleństwo.

Rozdział czternasty.

18 komentarzy:
- Nie wiem, ale powinieneś się cieszyć, że naprawiłam tę szybę.
- Taa, dzięki.
Wypuścił głośno powietrze z ust i usiadł na kanapie. Boi się mnie? Takie dziwne uczucie, kiedy ktoś czuje do ciebie respekt.
Może on wcale tak się nie czuje, tylko.. Tylko co? Zresztą co ja mogę wiedzieć.. Chciałabym teraz wiedzieć, co on sobie myśli.
Skąd ona potrafi takie rzeczy? To niemożliwe. Jest bardzo młoda, za młoda.
O co mu chodzi?
- Dlaczego uważasz, że jestem za młoda? Za młoda na co?
- Skąd wiesz, że tak uważam?
- Bo słysz - ugryzłam się w język.
- Jak? Jak ty możesz słyszeć moje myśli?
- Nie wiem! Po prostu je słyszę.
- To przestań. Ja twoich słyszeć nie mogę, to nie fair.
- Nie słucham już.
- To dobrze. - zaśmiał się.
- Chyba nie chcę ich słyszeć w tym momencie.
- Co tak myślisz?
- Nie znam nawet twojego imienia.
- Nie musisz go znać.
- Oh..
- Harry. - Powiedział i wstał.
Zaczął iść w nieznanym mi kierunku. Harry. Ładne imię. Harry Potter. Nie, nie. Harry... A nazwisko? Jeszcze nazwisko! Był zły, kiedy zapytałam o imię to co będzie kiedy zapytam o nazwisko...
Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam regał ze zdjęciami. Podeszłam i chwyciłam jedną ramkę. Na zdjęciu widniały trzy osoby. Kobieta, dziewczynka i chłopiec.
Uśmiechali się wszyscy bardzo szeroko, a dołeczki w policzkach tego małego były urocze.
Odłożyłam przedmiot na miejsce i zabrałam drugą, czarną ramkę. Na zdjęciu była znów ta sama kobieta, dziewczynka i chłopiec. Tylko, że oni wszyscy byli starsi.
Na ostatnim, trzecim zdjęciu widzę Harry'ego i dwie kobiety z poprzednich zdjęć.
W tle były drzewa, jabłonie i chyba śliwy, lub grusze. Przyjrzałam się dokładniej i zobaczyłam jakby smugę, która była obok drzewa.
Kształtem przypominała sylwetkę człowieka, ale ciężko zidentyfikować, czy to kobieta, czy mężczyzna. To chyba nawet nie jest człowiek, ponieważ unosi się w powietrzu.
- Chcesz może - nie dokończył - Nigdy więcej nie odtykaj tych zdjęć. - Warknął tuż przy moim uchy i prawie, że wyrwał przedmiot z ręki.
Odstawił go na swoje miejsce i oparł się o brzeg drewnianego regału i ciężko westchnął.
Zrobiło mi się głupio, nie powinnam oglądać i dotykać jego rzeczy. To nie w porządku.
- Przepraszam. - powiedziałam cicho.
- Jasne, usiądź.
Jest zły, może mogłabym dowiedzieć się co myśli? Nie, nie zrobię tego. Przegięłam już wystarczająco.
- Chyba mamy gościa. - mruknął.
Ktoś dzwoni do drzwi, poszedł otworzyć.
Chciałam usiąść na kanapie, ale usłyszałam bardzo znajomy głos. Boże, niech on ucieka.
- Tak, jest. Angelina? - zawołał mnie, ale ja nie chciałam tam iść.
Ale nie mogę go zostawić z nią. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech. Powoli podeszłam i zobaczyłam, że w drzwiach stoi ta sama osoba, o której myślałam.
- Witaj. - usłyszałam i spojrzałam na nią.
Uśmiech nie schodził z jej twarzy, a oczy były inne. On tego nie widzi? Nie rozpoznał zmiany? Wiedział przecież, co się stało z moimi rodzicami, więc dlaczego teraz nie reaguje?
Nawet nie wiesz, co cię czeka. Umrzesz w męczarniach.
Chciałam usłyszeć jej myśli, ale nie koniecznie to. Kiedy chciała wejść do środka zatrzasnęłam jej drzwi przed nosem i szybko przekręciłam zamek.
On spojrzał na mnie pytająco. Nic już nie rozumiem. Kim on jest, dlaczego za mną chodził, śledził mnie. Po co?
- Coś ty zrobiła?
- A ty? Dlaczego jej otworzyłeś? Podobno umiesz rozpoznawać ten stan, kiedy ktoś zostaje opętany, kiedy się zmienia. Więc czemu jej otworzyłeś? Ona to już nie moja ciotka, tylko nie wiem co. Gdybyś wiedział co ona chce mi zrobić też byś tak zareagował, gdybyś był na moim miejscu!
- Tylko mi tu teraz nie płacz, okej? Nie reagowałem, wolałem zapomnieć, że wiem o co chodzi. Posłuchaj, to coś co jest w twojej ciotce żywi się twoim strachem. Musisz pokazać, że się nie boisz, rozumiesz?
- Ale ja się właśnie boję!
- Musisz udowodnić, że jesteś silna, rozumiesz?! - krzyknął.

- Harry.. Co mam zrobić?
- Ale o co chodzi?
- Ona.. ona jest tam za tobą.
Jeśli on się odwróci, to go zabiję.
Mężczyzna chciał obrócić się do tyły, ale złapałam jego twarz i nie pozwoliłam mu na to.
- Jeśli spojrzysz za siebie, ona cię zabije. Nie pytaj, po prostu to usłyszałam. Mów, mów co mam zrobić.
- Po pierwsze nie bój się. Chodź - Przysunął moją głowę do swoich ust i zaczął mówić mi do ucha. - Stoi przodem do nas?
- Tak.
- Zacznij się cofać, ona pójdzie za tobą.
- Ale..
- Zaufaj mi. - puścił moją głowę.
Posłusznie zaczęłam się cofać, a ona powoli ruszała do przodu. W pewnym momencie uniosła się jakieś pięć centymetrów nad ziemię i dalej podążała w moim kierunku.
Była obok Harry'ego, patrzyła cały czas na mnie. W tym momencie on wykonał szybki ruch ręką i wbił mały nóż w jej klatkę piersiową.
Nastała cisza, z jej ust wylała się czarna maź. Oczy wywróciły się tak, że widać było tylko białka. Upadła na twarz, jej głowa zatrzymała się przy moich nogach.
Przerażona spojrzałam na Harry'ego, który wyciągał w moją stronę dłoń. Chciałam ją chwycić, zrobiłam dwa kroki, ale coś chwyciło mnie za nogę.
Jeszcze nie skończyłam.

Rozdział trzynasty.

16 komentarzy:
Zgłosiłam telefonicznie z budki przy drodze zabójstwo i ciągłe hałasy pod moim adresem zamieszkania. Przyjęli zgłoszenie.
Usiadłam na przystanku, z którego widać było mój dom i podjazd. Kiedy policja przyjechała widziałam wszystko. Zapukali do drzwi.
Chwilę poczekali i zrobili to ponownie, a chwilę później drzwi się otworzyły.
Stała w nich moja matka. Ubrana w normalne ciuchy, jej włosy spięte w koka, a jej twarz nie ma żadnej szramy, jak kilkanaście minut temu.
To niemożliwe. Rozmawiali z nią i chyba tłumaczyli, że otrzymali nakaz przeszukania mieszkania. Zgodziła się i pozwoliła im wejść do środka. Zanim sama to zrobiła rozejrzała się szukając czegoś.
Odwróciłam głowę, żeby nie daj Boże mnie nie zauważyła. Weszła do środka i to było wszystko. Niech szukają ciała moje ojca.
Ciekawe gdzie je ukryła, albo gdzie to coś je ukryło. W międzyczasie sprawdziłam rozkład autobusów. Mam szczęście, bo jeden jedzie w stronę domu ciotki od strony taty. Za dwie minuty powinien być.
Chwilę później zobaczyłam dwa światła i dwie minuty później byłam w autobusie.
Kupiłam bilet u kierowcy i usiadłam na samym końcu pojazdu. Mam z nim niemiłe wspomnienia.
Oprócz mnie siedziała w środku starsza kobieta i to wszystko. Trzy osoby licząc z kierowca oczywiście.
Jechałam ponad trzydzieści pięć minut. Wysiadłam z czerwonego autobusu idealnie przed domem ciotki.
Podeszłam do drzwi i zadzwoniłam dzwonkiem, który usłyszałam na zewnątrz.
Otworzyła mi drzwi zdziwiona blondynka w wieku trzydziestu dziewięciu lat. Jest podobna do taty, bo w końcu to jego siostra bliźniaczka.
- Angelina? Co ty tutaj robisz?
- Przyjechałam, bo rodzice wyjechali, a ja nie mam kluczy do domu. Wróciłam od koleżanki i nie mogłam wejść do domu.
- Oj dziecko. Skleroza podobno nie boli, wejdź.
Wykonałam posłusznie jej polecenie i poszłam do salonu. Usiadłam na zielonkawej kanapie z brązowymi poduszkami.
- Chcesz herbaty? Na pewno zmarzłaś.
- Mo że wody. Dziękuję.
Poszła do kuchni, a ja rozglądałam się po pokoju. Niewiele się tu zmieniło poza nowymi dodatkami takimi jak świeczniki, czy inne rośliny powieszone na stojakach wiszących na ścianach.

Po chwili wróciła z literatką zapełnioną do połowy wodą. Odebrałam szkło i postawiłam na stoliczku.
- O, ktoś chyba dzwoni. Wybacz mi na chwileczkę. - Powiedziała i poszła gdzieś.
Wróciła z moimi ubraniami, które tu kiedyś zostawiłam. Podała mi je i poszła z telefonem do kuchni
Schowałam ciuchy do torby i chwyciłam szklankę wody.
Tak, jest tutaj. Dosypałam jej do wody, na pewno zadziała.
Znowu usłyszałam coś, czego nikt nie powiedział. To dziwne, ale mam wrażenie, że ma to związek ze mną. Ciotka wróciła do pokoju i gestem ręki oraz ruchem ust pokazała mi, że dzwoni jej dawna przyjaciółka i, że trochę porozmawiają.
W tym momencie kiwnęłam głową i wzięłam trochę wody do ust. Widziałam jej uśmiech, poszła do kuchni, która jest dość daleko od salonu. Słyszałam jak zamknęła drzwi.
Wyplułam wszystko do literatki i chwyciłam torbę. To, że nie ściągałam butów ani kurtki dało mi więcej czasu.
Cicho wyszłam z domu i zaczęłam uciekać na pobliski przystanek. Chciałabym teraz wiedzieć, co ona myśli.
Tak, poczekaj sprawdzę co ona robi. Nie mam jej, uciekła!
Udało mi się, słyszę jej myśli! Tylko jak to możliwe? Pomijając to, to ona już wie, że zniknęłam. Muszę się ukryć, tylko nie mam pojęcia gdzie. Autobusy nie jeżdżą tutaj o tej godzinie...
Ktoś przejeżdża, może mnie podwiezie. Spróbować mogę, prawda? Pomachałam ręką i zatrzymało się przede mną czarne, sportowe auto.
Szyb zjechała w dół, spojrzałam na kierowcę. To są jakieś jaja! Z drugiej strony wolę jego, niż tą ciotkę. Wsiadłam do środka, a on od razu ruszył.
- Jak  to możliwe, że tu jesteś?
- Namierzyłem Cię po telefonie, to proste.
Oczywiście, to proste.
- Zaczynam się Ciebie bać bardziej, niż dotychczas.
- Boisz się mnie? Nie powinno się bać kogoś, kto ciągle ratuje Ci tyłek.
- Stój! - Krzyknęłam, a mężczyzna gwałtownie zahamował.
- Co jest, czemu krzyczysz?!
- Potrąciłeś kogoś!
- Nie.
- Przecież widziałam, starszy mężczyzna wpadł na maskę!
W tym momencie wysiadł z auta. Rozejrzał się i wrócił do środka.
- Nikogo tam nie ma. Umiem jeździć, okej?
Nie wierzę, przecież widziałam! Otworzyłam drzwi i wysiadłam z pojazdu. Na asfalcie leży mężczyzna.
- Tam leży facet, pomóż mu.
- Nikogo tam nie ma, mówiłem już, że
Nagle na szybie pojawiło się pęknięcie, ponieważ ten facet uderzał w nią pięściami. Kiedy mój towarzysz, jeśli tak go może nazwać wysiadł z auta ten człowiek zniknął.
- Coś ty zrobiła?
- To nie ja, to
- Masz jakieś halucynacje, wsiadaj do auta.
Wsiadłam i nie odzywałam się do końca. Jechaliśmy do niego, wiem to, ponieważ zapamiętałam drogę. Zatrzymał się i widać było wyraźnie, że jest wściekły.
Wyszedł z garażu, a aja podeszłam do zniszczonej w jednym miejscu szyby. Dotknęłam jej, a ona zrobiła się gładka. To jest niemożliwe, a jednak się stało.
Dlaczego? Nie wiem, ale wiem, że chciałam ją naprawić i jak widać się udało. Mały uśmiech wkradł się na moje usta.
Opuściłam garaż i weszłam do jego mieszkania. On zamknął za mną drzwi i poprowadził do salonu. Wybrałam miejsce w narożniku kanapy i tam usiadłam.
Niezręczność przejęła górę.
- Musisz iść do lekarza.
- Dlaczego?
- Widzisz rzeczy, które się nie zdarzają, osoby, które nie istnieją..
- Mógłbyś być milszy, w końcu naprawiłam ci przednią szybę w aucie.
- Serio masz coś nie tak z głową.
- Nie wierzysz? Idź zobacz. - Wzruszyłam ramionami.
- Okej. - Prychnął i poszedł do garażu.
Po chwili wrócił tak jakby przerażony. Nie, bardziej zaskoczony, tak, zaskoczony to dobre słowo.
,,Jak?" było jedynym co powiedział.

_____________________________
15 kom = next
Dacie radę?

Rozdział dwunasty.

11 komentarzy:
Dziewczynka i chłopiec. Oboje nie wyglądają na więcej, niż sześć lat. Są w ubraniach i nie ruszają się. Zaczynam odchodzić z tego miejsca, a motyle lecą za mną.
Nie odstępują mnie na krok nawet wtedy, kiedy zaczynam biec. Omijam wszystko co staje mi na drodze, lecz one nie odpuszczają.
Kiedy w końcu zatrzymuję się, one przelatują mi przed twarzą i zatrzymują się naprzeciw moich oczu.
 Robię krok w prawo, a one przelatują robiąc dokładnie to samo.
- Czego one chcą? - Pytam na głos sama siebie.
W tym momencie dzwoni mój telefon, który mam w kieszeni, a nawet o tym nie wiem.
Spoglądam na motyle, które jakby czekały na to, co zrobię. Ale ja nie wiem co mam zrobić, czego one chcą też nie wiem!
Spoglądam na wyświetlacz telefonu, który odblokował się sam. Potrzebne jest do tego hasło, które znam tylko ja, więc nie wiem jak to się stało.
Samoistnie zaczął się wybierać jakiś numer.
Numer na policję.
Spojrzałam na motyle i na wyświetlacz. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i zadzwoniłam na policję. Wyjaśniłam wszystko. Skłamałam mówiąc, że zgubiłam tu coś i przypadkiem znalazłam te dzieci, co w sumie było prawdą, ale..
Ugh. Rozłączyłam się i dotarło do mnie, że motyli już tutaj nie ma. Jestem sama w wielkim, ciemnym lesie, a gdyby nie patrząc, to one były moimi jedynymi kompanami.
Dodawały mi otuchy i rozświetlały mrok, a teraz jest ciemno. Patrzę w górę i widzę ruszające się korony drzew.
Zaczynam iść przed siebie i słyszę grzmot. Burza? Świetnie.
Szłam, szłam i nagle uświadomiłam sobie coś. A dokładniej to, że się zgubiłam.
Zaczęło padać, a ja nie wiedziałam co robić. Pioruny swoim blaskiem rozświetlały mi czasami drogę, ale to nic nie dawało.
Spoglądając pod nogi zauważyłam motyla, który świecił zupełnie jak tamte. Może to ten sam?
Z każdym krokiem widziałam kolejne motyle, które tworzyły tak jakby drogę dla mnie.
Szłam według ich ułożenia i wkrótce wydostałam się z przerażającego lasu.
Widziałam latarnie i szosę, chodnik i.. mój dom.
Wszystkie okna były ciemne, tylko w moim pokoju zapalone było światło. Podeszłam bliżej, ponieważ przypominałam sobie o tej barierze, która powoduje, że jestem bezpieczna. Chyba.
Na schodach nie było ciała mojego ojca. Wszystko wyglądało dobrze, było w idealnym porządku. Nawet liście były pozgrabiane. I co ja mam teraz zrobić?
Nie mam schronienia, pieniędzy, a mój żołądek domaga się jedzenia.
Kiedy głód bierze górę wchodzę do domu. Zapalam światło, wszystko jest tak jak było. W środku panuje ład i porządek.
Nie zważając na nic wchodzę do kuchni i pakuję jedzenie to torby, która wzięłam z wieszaka. Kiedy wgryzłam się w jabłko myślałam, ze oszaleję.
Słodki sok rozlał się w moich ustach, które były wysuszone od biegu i dyszenia.
Wzięłam wszystko to, czego potrzebowałam. Z puszki, do której rodzice kładli pieniądze wyjęłam całą zawartość. To dużo gotówki, dam radę.
Kiedy pakowałam metalowy przedmiot do torby usłyszałam kroki w moim pokoju. Nie czekałam, po prostu wybiegłam z domu, a kiedy byłam na chodniku zobaczyłam moją matkę, która wyglądała okropnie.
Potargane włosy i ta biała koszula nocna. Moja koszula nocna zaplamiona krwią. To nie była ona, nie tak zachowywała się moja matka.
Nagle usłyszałam, jak mnie woła. To był jej głos, ten sam, który słyszałam w dzieciństwie, kiedy czasami śpiewała mi do snu.
Uśmiechała się do mnie, a ten uśmiech nie był uroczy, czy miły. On był przerażający. Zaczęła iść w moją stronę, a wyglądało to tak, jakby nie miała kości w nogach.
Stanęła obok ozdoby z marmuru bardzo ciężkiej zresztą. Podniosła ją i rzuciła we mnie. Zamknęłam oczy i zrobiłam unik, ale nie oberwałam.
Marmurowa rzeźba roztrzaskała się w powietrzu tak, jakby uderzyła w coś niewidzialnego. Spojrzałam na kobietę, a ta przekrzywiła głowę w nienaturalny sposób.
Na jej twarzy widać było niezadowolenie, prawdopodobnie spowodowane tym, że nadal stoję  i jestem cała.
Zbliżyła się jeszcze trochę i podniosła rękę. Wgryzła się w nią i oderwała kawałek mięsa, po czym go zjadła.
Myślałam, że zwymiotuję. Zaczęłam uciekać i zastanawiać się, dlaczego nikt jeszcze nie zadzwonił na policję.
Już raz to dzisiaj zrobiłam, drugi raz nie zaszkodzi.

*Przeczytałaś/eś? Skomentuj.*
______________________________________
Nie było 18 komentarzy, ale i tak wstawiam, bo was uwielbiam. 

Rozdział jedenasty.

19 komentarzy:
- W sumie to.. nawet jeśli, to co?
- Nic. Mam rację, pogódź się z tym.
- Okej.
Wstałam i kierowałam się do drzwi. Ta sytuacja jest jakaś głupia. Wyszłam z jego domu i zaczęłam iść wzdłuż wąskiego chodnika.
Oczy łzawiły przez wiatr, który wiał mi prosto w twarz, a usta były pogryzione z nerwów aż do krwi.
Jestem chyba w jakimś filmie. Zaraz ktoś wyskoczy, krzyknie ,,cięcie!" i będzie po wszystkim.
Jednak tak się nie dzieje, zamiast ,,cięcie" słyszę ,,stój!" i wcale nie mam zamiaru się zatrzymać.
Wręcz przeciwnie, idę jeszcze szybciej. Jest mi zimno, ponieważ nie mam kurtki. Nie zwracając uwagi na krzyki za mną idę i wpatruję się w okna domów.
Zapalone światła pozwalają na częściowe zobaczenie wnętrza pokoi.
W jednym staruszka oglądająca telewizję, w innym dzieci siedzą przy stole czekając na kolację, którą przyniesie im matka.
Wchodzę w uliczkę, której wcześniej tu nie widziałam. To przez panikę!~
Spanikowałam i własnie dlatego teraz jestem tu sama.
Kiedy słyszę warczenie dociera do mnie,m że jednak nie jestem tu sama.
Spoglądam przed siebie i w mroku widzę trzy pary oczu i białe szczęki pełne zębów.
Tylko nie to. Kiedy dociera do mnie, ze są tam trzy dobermany faceta spod piątki zaczynam się cofać do tyłu.
Prawie się potykam o własne nogi, jednak udaje mi się zachować równowagę i zaczynam wychodzić tyłem z uliczki.
Jeśli zacznę biec one mnie dopadną, a wtedy to już po mnie. Syf, kiła i mogiła.
Wychodzę na chodnik, lampa oświetla najpierw jednego, potem drugiego, a na końcu trzeciego psa. Są ogromne i na pewno nie są nastawione pokojowo w przeciwieństwie do mnie.
Cały czas się cofam, a one jak cienie podążają za mną. Mam tylko nadzieję, że moja śmierć będzie szybka i bezbolesna..
Kiedy największy ma na mnie skoczyć słyszę strzał i pies upada na bruk. Dwa pozostałe uciekają, a ja zamieram.
Owszem, bałam się go, ale żeby od razu zabijać? Kiedy widzę czarną postać wyłaniającą się powoli z mroku zaczynam biec.
Teraz chcę uciec nie przed psami, ale przed człowiekiem, który ma broń.
Tak, mądrze. Może mnie zastrzelić w każdej chwili, ale ja i tak uciekam.
Wbiegam na znaną polanę i idę w stronę mojego drzewa.
Kiedy docieram na miejsce widzę, że zostało ono wycięte i stoi tam znicz.
Ukucnęłam i dotknęłam go podnosząc zamykanie.
Ze znicza wyleciały dwa małe białe motylki, które rozświetlały mi ciemność.
Wyciągnęłam w ich kierunku rękę, a one usiadły na niej. Zaczęły lecieć do przodu co chwila tak jakby po mnie wracając.
Szłam za nimi, świeciły tak pięknie. Chwila, przecież motyle nie świecą w ciemnościach.
Zatrzymały się nagle i stopniowo zataczając koła zlatywały na dół.
Kiedy zakończyły lot zorientowałam się, że siedzą one na martwych ciałach dwójki dzieci.

____________________________________
18 kom = next
Jeśli zmieniacie usery i chcecie być dalej informowani, to piszcie.

Rozdział dziesiąty.

12 komentarzy:
Zbiegliśmy ze schodków i wybiegliśmy na ulice omijając auto taty. Tata! Wyrwałam rękę z uścisku nieznajomego i zaczęłam uderzać w szybę.
Nie było w środku mojego ojca, ale był przed domem. Chciał otworzyć drzwi, ale ona była szybsza.
Nie jestem pewna, czy to wciąż ona. Tata chciał przywitać moją mamę, ale ona coś zrobiła, bo tata znieruchomiał.
Nagle zauważyłam, że się chwieje. Spadł plecami do tyłu i zsunął się po stopniach, jego głowa zatrzymała się na przedostatnim.
Spojrzałam na niego i dostrzegłam wbity w klatkę piersiową nóż. Nie ruszał się,  a z jego ust wypłynęła krew.
Spojrzałam na nią, a ona tylko uśmiechała się do mnie z wyszczerzonym zębami. Co tak naprawdę właściwie się stało?
Moja matka zabiła mojego ojca i jest z tego zadowolona. Zaczęła wychodzić z domu i kierować się w nasz a stronę. Do moich uszu dobiegł dźwięk tak okropny, gorszy od jeżdżenia paznokciami i  kredą po tablicy, był on nie do zniesienia.
Zakryłam uszy, ale to nic nie dało.
,,Święty Michale Archaniele" zabrzmiało w mojej głowie.
,,Broń nas w walce,  

a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną..."
Dlaczego ktoś odmawia egzorcyzm w mojej głowie?
Spojrzałam na matkę, która zaczęła krzyczeć, ale jej nie słyszałam, modlitwa zagłuszała wszystko. Widziałam tylko, jak kładzie się na ziemi, a potem wstaje i tak w kółko.
- Chodźmy już. - Usłyszałam i zostałam pociągnięta w przeciwnym kierunku.
Pamiętam, że szliśmy długo.Zdążyło się już zrobić trochę ciemno zanim ujrzałam duży biały dom.
- Wchodzisz, czy będziesz tak stać?
- Nie znam cię, a każesz mi wejść do twojego domu.
- Cóż.. Do swojego na pewno nie wrócisz, więc kiedy w końcu zdecydujesz to wejdź do środka. -
Powiedział i obrócił się w stronę drzwi.
Wchodził już do środka.
- Czekaj! - Krzyknęłam i podbiegłam do niego.
Weszliśmy do środka. Dom był urządzony w nowoczesnym stylu. Jeśli sam tu wszystko dobierał, to brawo. Wnętrze wygląda świetnie i bardzo mi się podoba.
Stoję obok drzwi podczas gdy on idzie w stronę kuchni, która połączona jest z salonem.
- Wejdziesz, czy będziesz tak stać?
- Będę tak stać.
- Nie radze Ci mnie wkurzać.
- Też mi zabijesz ojca, czy
Nie dokończyłam po pięść znalazła się obok mojej głowy, a serce prawie wyskoczyło z piersi. Wystraszyłam się, może on jest jakimś psychopatą?
- Uspokój się. - Warknął i opuścił rękę. - Siadaj. - Dodał po chwili wskazując ręką na kanapę.
Potulnie, jak baranek usiadłam na niej i ze spuszczoną głową czekałam na nie wiem co. Szklanka wody stanęła na stoliku przede mną.
Nie wiedziałam, czy zapytać go o to, czy nie.. Kiedy się na to zdecydowałam usłyszałam w odpowiedzi gromki śmiech.
- Ty serio o ty pytasz? Nie wiesz, że twoja matka jest opętana, a twój ojciec był wcześniej?
Nie odpowiedziałam tylko bardziej spuściłam głowę. Skąd miałam to niby wiedzieć?
Nigdy się takimi rzeczami nie interesowałam, a on mi wyjechał z takim czymś. Moi rodzice oni.. Ale dlaczego? Czymś zawinili, że zostali opętani?
To są rzeczy niecodzienne, przynajmniej dla mnie. Co ja mam zrobić? Iść do księdza? Ona, albo raczej to coś zabiło mi ojca. Najpierw pójdę na policję.
Oni pewnie stwierdzą, że jest na coś chora, że jej psychika wysiada, bo nikt nie wierzy w rzeczy nadprzyrodzone.
- Skąd to wiesz?
- Co?
- Że zostali opętani.
- Oj słońce.. Nie zauważyłaś czegoś dziwnego w ich zachowaniu?

Rozdział dziewiąty.

14 komentarzy:
- Nie ruszaj się.
- Co? - Obróciłam się i zobaczyłam znajomą mi osobę.
- Co z tobą nie tak?
- Jak ty tu..
- Przez okno.
- Zamykałam.
- Otwarłem. - Wzruszył ramionami i usiadł na moim łóżku.
Okej, co on właściwie tu robi? I za kogo on się ma, żeby wchodzić, a raczej włamywać mi się do domu?
- To jak, powiesz mi co z tobą nie tak?
- Chyba nie zrozumiałam pytania.
- Oczywiście. - Prychnął, a mi zrobiło się przykro.
Poczułam się jak idiotka.
- Nie polecisz po rodziców?
- Nie będę musiała, jeśli właśnie teraz wyjdziesz stąd tą samą drogą, którą tu wszedłeś, więc czy mógłbyś..?
- Nie, dopóki nie powiesz mi, co z tobą nie tak.
- Przestań zadawać w kółko to samo pytanie!
- Złościsz się.
- Nie, jestem w siódmym niebie. - Odparłam z sarkazmem.
- Wtedy też taka pewna siebie byłaś.
- O co ci chodzi człowieku? Nie znam cię, a ty mi wchodzisz przez okno do pokoju.
- Romeo i Julia w dwudziestym pierwszym wieku.
- To nie jest zabawne, idź stąd.
- Ale dlaczego? - Zaśmiał się. - Masz bardzo wygodne łóżko. - Dodał po chwili.
Moja frustracja nie ma końca, ponieważ nie mogę się go pozbyć z pokoju.
Spoglądam na okno i widzę, jak na odsłoniętej szybie powstają rysy formujące się w napis. ,,He will die" pojawia się na szybie, a ja spoglądam na mężczyznę siedzącego na łóżku i przyglądającego mi się.
- Co?
Jakieś coś napisało mi na szybie, że umrzesz, ale to nic takiego, prawda? Boże...
- Ja..
- Ty co?
Spojrzałam na niego i zauważyłam, jak jeden z jego loczków unosi się do góry. Nie umiałam nic powiedzieć, dlatego wskazałam palcem na niego, a on kątem oka dostrzegł to, co widzę ja.
Szybko machnął ręką, a jego lok opadł na resztę włosów.
- Co to kurwa było? Coś ty zrobiła? - Warknął i szybkim krokiem podszedł do mnie i przycisnął do ściany.

 Ból objął moje ramiona, a grymas wykrzywił twarz, kiedy ścisnął moje ręce.
- T..to nie ja. To..
- Co? Kto? No chyba nie duchy. - Parsknął śmiechem i mnie puścił, a ja spadłam na podłogę.
Zaczęłam pocierać bolące miejsca, a on podszedł do okna. Nie widzi napisu? Na szybie pojawiła się liczba 3. Chwilę potem 2. To jest jakieś odliczanie!
Szybko podniosłam się i pchnęłam go na łóżko a sama rzuciłam się obok łóżka. Szyba rozbiła się, a ja dziękowałam sobie za taki szybki refleks.
Podniosłam się i spojrzałam na starszego ode mnie mężczyznę, który leżał na moim łóżku i przyglądał się kawałkom szkła na podłodze i dywanie.
- Co to było? - Zapytał sapiąc, próbował złapać oddech.
- Nie wiem. - Odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Gdzie twoi rodzice?
- Pewnie na dole.
W tym momencie usłyszeliśmy krzyk, kobiecy krzyk mojej mamy. Popatrzyłam na niego i szybko otworzyłam drzwi.
Zbiegłam po schodach i próbowałam zlokalizować miejsce, w którym się ona znajduje.
Zauważyłam ją stojącą przy kominku. nic się jej nie dzieje.
- Mamo?
Podeszłam bliżej i położyłam rękę na jej ramieniu. Jej głowa odwróciła się nienaturalnie i zauważyłam, ze jej oczy.. Zmieniły się, mają inny kolor.
Zostałam odrzucona, upadłam uderzając o ścianę.
Skąd ona ma tyle siły?
Zaczęła iść w moją stronę uśmiechając się przeraźliwie.
- Mamo.. Mamo! - Krzyknęłam kiedy upadła. - Coś ty zrobił?! - Krzyknęłam, kiedy uderzył wazonem o jej głowę, a ona upadła. Chciałam do niej podbiec, ale on mnie powstrzymał.
- To już nie jest twoja matka! - Wskazał na kobietę, która warczała jak pies i próbowała się podnieść. - Jeśli chcesz przeżyć chodź ze mną.
Patrzyłam w jego oczy, a potem na mamę.
Ona zachowywała się zupełnie inaczej. Jej odgłosy brzmiały nieludzko.
Wyła i warczała jak pies, to nie było normalne i ja.. stchórzyłam.
- Chodźmy. - Powiedziałam i wybiegłam z nim z mojego domu.

_____________________
Pytanie: ,,czy nadal informujesz osoby o rozdziałach z zakładki "informowani"?
- Tak, nadal informuję te osoby.

Rozdział ósmy.

15 komentarzy:
*przepraszam za błędy, jeśli te miały miejsce*

Wczorajszy dzień przebiegł mi spokojnie, nic takiego się nie wydarzyło. Dziś postanowiłam wybrać się do kina na horror.
Nie wiem co mi odbiło, ale mam ochotę coś obejrzeć, a nie wysłuchiwać kłótni rodziców. Tak, tata już wrócił.
Kiedy kupiłam bilet i popcorn weszłam na salę i odszukałam swoje miejsce po czym je zajęłam. Założyłam okulary 3D i czekałam na rozpoczęcie seansu.
Kiedy minęło jakieś sześćdziesiąt minut filmu na ekranie ja i osoby zgromadzone tutaj ujrzały czarną postać, która zbliżała się w naszym kierunku.
Efekt trójwymiarowy jest świetny. Nagle postać zaczęła wyciągać rękę w naszym i moim kierunku. Patrzyłam z zaciekawieniem, jak ręka coraz bardziej się przybliżała.
Kiedy była blisko na tyle, że mogłam jej "dotknąć" poczułam dotyk na policzku, tak jakby mnie ktoś głaskał. Było to bardzo dziwne, bo obok mnie nikt nie siedział.
Więc.. Spojrzałam do przodu i zobaczyłam jak postać uśmiecha się dosyć przerażającym uśmiechem.
Potem nastąpiła zmiana akcji i znów zostaliśmy przeniesieni do parku w dzielnicy miasta niedaleko Nowego Jorku.
Po udanym seansie wyrzuciłam pudełko po popcornie i wyszłam z budynku kina.
Udałam się do sklepu, a potem do domu.
Po wejściu zdjęłam buty i kurtkę, a następnie poszłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżku i poczytałam książkę, którą niedawno kupiłam.
Cały czas męczyła mnie ta sytuacja, która wydarzyła się w kinie. Muszę to sprawdzić.
Wzięłam z biurka laptopa i usiadłam na łóżku. Włączyłam pewną stronę i odnalazłam film, na którym byłam dziś w kinie.
Przewinęłam do odpowiedniego momentu.
Przypatrywałam się uważnie każdemu elementowi na ekranie, a najbardziej postaci, która wysuwała właśnie rękę w stronę kamery filmującej ją.

Wtedy, w kinie, postać ta uśmiechała się, a na tym filmie tego nie robi.
Weszłam na inne strony i zaczęłam oglądać ten sam film i dokładnie ten sam moment.
Za każdym razem postać stała z grobową miną.
Pomyślałam, że musiałam sobie coś przywidzieć w tym kinie i poszłam spać.
Nazajutrz obudziłam się z bólem głowy. Od razu przypomniałam sobie moją panią od biologii, która mówiła nam na lekcji, że jeśli boli nas głowa, to mamy wypić kilka szklanek wody.
Jeśli to nie pomoże, to dopiero możemy wziąć tabletkę.
Wyszłam z łóżka i przeciągnęłam się ziewając przy tym. Odsłoniła rolety, żeby trochę światła wpadło do mojego pokoju.
Poprawiłam koszulkę od piżamy i szłam patrząc na stopy w kierunku drzwi. Dopiero stojąc centralnie przed nimi, zanim jeszcze nacisnęłam klamkę spostrzegłam, że na moich drzwiach widnieje napis ,,Smile". Uśmiech? Jaki uśmie..
Kino. Ten film, ta postać.
Kiedy próbowałam otworzyć drzwi to tak jakby klamka była zablokowana, jakby ktoś trzymał ją z drugiej strony nie pozwalając mi wyjść.
Chciałam krzyczeć, ale nie mogłam. Nie mogłam odezwać się ani słowem, a po chwili poczułam ten dotyk na moim policzku.

___________________________
Jest i rozdział ósmy.
Czytałam sobie komentarze i natrafiłam na jeden, z którego wynikało, że mam czytelnika.
Nie czytelniczkę, lecz czytelnika.
Fakt, że czyta to opowiadanie ktoś płci przeciwnej, jest.. wow. To dla mnie podwójny stres, ponieważ jeszcze żaden chłopak nigdy nie czytał moich blogów.

Rozdział siódmy.

17 komentarzy:
Następnego ranka obudziło mnie słońce przedzierające się przez zasłony. Potarłam podpuchnięte oczy i podniosłam się na łokciu.
To chyba pierwszy raz od dłuższego czasu, kiedy się wyspałam.
Ziewnęłam i podeszłam do okna. Podwinęłam roletę i uchyliłam je. Kiedy się odwróciłam zauważyłam moje pióro wbite w drzwi.
Niebieski atrament ściekł po płycie mahoniowych drzwi prawie do podłogi.
Szybko wzięłam chusteczki z biurka i zaczęłam wycierać drzwi.
Po chwili zorientowałam się, że paczka, którą właśnie trzymam w ręce jest cała w tuszu, chusteczki są nim nasączone.
Zupełnie tak, jakby ktoś wiedział, że po zobaczeniu tego pióra wezmę je, żeby zetrzeć zacieki. Wyrzuciłam paczkę do kosza i otworzyłam drzwi.
Chyba wszyscy jeszcze śpią, mam okazję się umyć.
Udałam się do łazienki, by wziąć prysznic.
Po rozebraniu się do naga weszłam do kabiny i odkręciłam ciepłą,  a także zimną wodę.
Uregulowałam jej temperaturę i pozwoliłam namoknąć mojemu ciału.
Po dokładnym umyciu się wyszłam z kabiny i owinęłam szczelnie ręcznikiem.
Włosy "wykręciłam" i po wysuszeniu się założyłam bieliznę, świeże ubrania.
Zawinęłam włosy w turban z ręcznika i umyłam zęby po czym wyszłam z łazienki i zeszłam po schodach na dół. Słyszałam wiadomości poranne, których zawsze słuchała mama.
Nie myliłam się, moja rodzicielka siedziała przy wyspie na środku kuchni.
- Cześć, mamo.
- Dzień dobry, kochanie.
- Gdzie tata?
- W pracy, nie wrócił na noc. Nie mówił Ci?
- Przecież widziałam go wczoraj w kuchni.
- Dziecko, proszę Cię. Ojciec jest w pracy.
- Ale ja z nim wczoraj tutaj rozmawiałam. Jak pytałam o Ciebie, to mówił, że już śpisz w sypialni.
- Przestań zmyślać, Angelino! - Krzyknęła, a wszystkie szafki w kuchni otwarły się z hukiem.
Krzyknęłyśmy i podeszłyśmy do siebie.
- C..co to było?
- Nie wiem, mamo. Wynośmy się stąd.
- Nie!
Nie odpowiedziałam. Po prostu zrzuciłam ręcznik na krzesło i w pośpiechu założyłam trampki. Zanim kobieta zdążyła mnie zatrzymać byłam już poza domem.
Wybiegłam przez furtkę i zaczęłam biec w stronę rynku. Mijałam różnych ludzi, starych i młodych. Zaczęłam się zastanawiać jak ja w życiu skończę.
Moja nauka się zakończyła, bo jestem pełnoletnia, ale chciałabym studiować. Co dokładnie jeszcze nie wiem, ale może prawo, lub psychologię. Nie wiem, naprawdę nie wiem.
Uwielbiam robić zdjęcia i kocham sport. Zawsze miałam przez to problemy, ponieważ za każdym razem ćwiczyłam na wychowaniu fizycznym.
Tylko w nielicznych przypadkach brałam tak zwaną 'kropkę', ponieważ się źle czułam.
Kiedy byłam chwalona i brana do pokazania jak należy poprawnie wykonywać dane ćwiczenie dziewczyny mnie obgadywały.
Nawet nie przejmowały się, że to wszystko słyszę. Teraz nie obchodzi mnie zdanie innych.
Robię to, co lubię i nikt mi tego nie zabroni, a to, ze jestem dziewczyną i kocham sport nie jest czymś nienormalnym, prawda?
Wolę pograć w siatkówkę niż siedzieć przed lustrem i nakładać na twarz gładź szpachlową, bo makijażem tego nazwać nie można. Tyle tapety na twarzy..
Dobiegłam do małego pacy zabaw, który był połączony z tak zwanym dziedzińcem ławek.
Usiadłam na jednej z nich i wpatrywałam się w uśmiechniętych ludzi, starsze, zakochane pary i aż ściskało mi serce.
Nigdy nie znajdę takiej osoby, która by ze mną wytrzymała.
Nie dość, ze jestem dziwaczką, to jeszcze do niczego. Nie mam talentu, nie potrafię śpiewać, tańczyć.
Kiedyś chodziłam na zajęcia taneczne, ale szybko przestałam, bo nie czułam się dobrze. Układy umiałam perfekcyjnie, ale moje koleżanki były ładniejsze, chudsze..
Jestem zwykłą dziewczyną z kompleksami. To zdanie mnie opisuje chyba w całości. Nie ma we mnie nic specjalnego.
- Znowu się spotykamy. - Usłyszałam męski głos.
Skąd ja go znam.. Oh, już wiem.
- Dzisiaj nie w lesie? - Zapytał i dosiadł się obok.
Super, jeszcze większego doła mi było trzeba. Wstałam i zaczęłam iść przed siebie kopiąc w tym samym czasie małe kamyczki, które stawały mi na drodze.
Idzie za mną, wiem to. Tylko dlaczego? Skąd on się wziął w ogóle?
Co on właśnie powiedział? Że co mam? Odwróciłam się do niego.
- Co?!
- Co, co? Czemu krzyczysz?
- Ugh, nawet nie potrafisz się przyznać. - Warknęłam i zaczęłam szybko odchodzić.
- Hej, co zrobiłem?
 - Powiedziałeś, że mam fajny tyłek!
- A nie? - Zaśmiał się i poruszał śmiesznie brwiami.
Co za dupek. Pobiegłam przed siebie, nie chciałam go oglądać. Zwolniłam bieg i usiadłam w parku przy jednym z drzew. Obserwowałam taflę wody, która była idealnie gładka.
Liście spadały z drzew tworząc pomarańczowo-czerwono-żółte dywany przykrywające trawę i miejscami gołą ziemię.
- Możesz mi powiedzieć co zrobiłem? - Usłyszałam i aż podskoczyłam.
- Wystraszyłeś mnie. - Powiedziałam próbując uspokoić szybkie bicie serca.
- Nie chciałem, naprawdę.
- Powiedzmy, że Ci wierzę. - Usiadł obok mnie.
Teraz mogłam mu się przyjrzeć bardzo, bardzo dokładnie. Tamtej nocy stwierdziłam, ze jego oczy są na pewno koloru jasnego. Miałam racje, jego oczy są zielone.
Jest bardzo przystojny, co nie zmienia faktu, że nie lubię jak za mną chodzi. Nie znam go.
- Jeśli chodzi o ten tyłek, to.. ja tego nie powiedziałem. Pomyślałem tak, ale nie powiedziałem.
- Kłamiesz, przecież wyraźnie słyszałam Twój głos, jak to mówiłeś. - Prychnęłam.
- Wierz, albo i nie, ale nie powiedziałem tego na głos.
- To dlaczego to słyszałam?
- Nie wiem, może czytasz w myślach? - Zaśmiał się, ale mi nie było do śmiechu.
A co, jeśli to prawda?

Rozdział szósty.

12 komentarzy:
Przyciszyłam pilotem telewizor i odwróciłam powoli głowę w stronę kuchni. Nie mogę być mięczakiem, ale niestety nim jestem.
Czas to zmienić. Wzięłam wazon ze stołu i ruszyłam w stronę kuchni. Cicho stąpałam po orzechowych panelach, kiedy żyrandol zaczął mrugać. Żarówki gasły i zapalały się prawie w tym samym momencie.
Coś spadło, a ja podskoczyłam ze strachu. Tak, jestem bardzo odważna.
Im bliżej byłam kuchni tym bardziej strach ogarniał moją osobę.
Ostatnie dwa kroki dzieliły mnie od framugi drzwi kuchennych.
Wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka.
- Tato?
Stał przy zlewie i próbował podnieść nóż, który mu najwidoczniej upadł. Zaraz, chwileczkę. Skąd wziął się tu mój ojciec, przecież..
- Tato, gdzie mama?
- Kto?
- Mama.
- Ach, tak. Śpi w sypialni, a coś się stało?
- N..nic, po prostu..
- Boisz się?
- Niby czego? - Próbowałam grać odważną.
- Powinnaś się bać.
- Dlaczego?
- Cóż.. - Zaśmiał się. - Nikt nie wie, co się może stać. Ani ty, ani ja. Nikt. - Powiedział i mocno wbił nóż do drewnianego stojaczka na noże.
Spojrzał na mnie po czym odszedł.
Zauważyłam coś dziwnego, a mianowicie jego źrenice, one.. stały się większe, ogromne wręcz.
I to w przeciągu sekundy. Do jest dziwne, a jego zachowanie szczególnie.
Ale cóż, ważne, że razem z mamą są już w domu.
Wróciłam do salonu i wyłączyłam telewizję, odstawiając wazon z powrotem na swoje miejsce.
Pogasiłam światła i korytarzem zaczęłam iść w stronę schodów.
Przed oczami mignęła mi biała kartka, wylądowała ona na drugim stopniu. Podniosłam ją i zobaczyłam rysunek narysowany jakby przez dziecko.
Niewyraźne dosyć kształty układały się w jeden spójny obrazek przedstawiający ogród moich rodziców,
mnie na huśtawce i mężczyznę huśtającego się na drugiej zaraz obok mnie.
To się wydarzyło naprawdę, wtedy, kiedy on spadł, a ja nie mogłam mu pomóc. Weszłam kilka stopni wyżej, a kolejna kartka spadła mi przed nos.
Wzięłam ją do ręki i odczytałam wyraz - Are.
Kilka stopni wyżej znów spadła kartka - You.
Kiedy weszłam na górę leżała ostatnia - Scared?
Wszystkie te trzy wyrazy tworzyły jedno zdanie. Are you scared?
Czy się boję? Bardzo, ale to bardzo się boję. Kto to niby narysował i napisał? Weszłam do swojego pokoju, zasłoniłam roletami okno i zgniotła te kartki, które chwile potem wyrzuciłam do kosza.
Włączyłam telewizor i przełączyłam na kanał kulinarny. Mężczyzna jeżdżący po świecie w poszukiwaniu dobrych knajp i najlepszego jedzenia.

Zrobiłam się głodna, ale nie zejdę na dół, nie ma mowy. Poprawiłam poduszkę za głową i okryłam się bardziej kocem w zielonkawe listki.
Leżałam tak i oglądałam odcinek za odcinkiem aż w końcu zrobiłam się senna. Kiedy moje powieki prawie się zamykały usłyszałam jakieś szepty.
Otworzyłam szeroko zaspane oczy i rozejrzałam się po oświetlonym pokoju. Jestem sama, ulżyło mi.
,,Ojcze Nasz, któryś.."
Co się dzieje? Dlaczego ja słyszę, jak ktoś się modli? Siedziałam i wsłuchiwałam się w modlitwę. Głos należał chyba do dziecka, małej dziewczynki tak myślę.
Kiedy skończyła się modlić już jej nie słyszałam.

______________________
*jeśli przeczytałaś/eś zostaw komentarz*

Rozdział piąty.

20 komentarzy:
*jeśli szanujesz moją pracę to zostaw komentarz*

- Co tutaj robisz o tej godzinie?
- A ty? Dlaczego mnie śledzisz i czemu tutaj jesteś?
Nie wiem skąd u mnie taka nagła odwaga i pewność siebie, ale nie bardzo mi się to podoba. To nie jestem ja, ja nie należę do tych odważnych.
- Że od razu śledzę, nie. Jestem tu, bo po prostu zaintrygowała mnie dziewczyna, która nie wyglądała jakby biegała dla figury, tylko przed kimś uciekała. Więc?
- O co Ci chodzi?
- Powiesz mi co się stało?
- Dlaczego miałabym?
- Nie wiem. Tak o?
- Nie, nie chcę o tym rozmawiać. Zresztą i tak byś nie uwierzył.
- Skąd takie założenie?
- Po prostu nie chcę o tym rozmawiać.
- Założyłaś, że nie uwierzę w coś, a słyszałem już dużo rzeczy. Zaciekawiłaś mnie. Mów.
Wkopałam się, fakt. Ale on jest obcy i nie będę mu pokazywać jaką wariatką jestem.
Nie ma takiej opcji. Powoli wstałam podtrzymując się drzewa, zdjęłam bluzę i zimno otuliło moją skórę, przez co zatrzęsłam się z zimna.
Otrzepałam dół materiału z ciemnej ziemi i oddałam mężczyźnie.
- Załóż, jest Ci zimno.
- Nie, dziękuję. Właściwie, to będę się zbierać do domu. - Powiedziałam i po raz kolejny dziś wyminęłam go.
Zaczęłam iść przed siebie nie zwracając uwagi na wysokiego z tyłu. Jakieś szyszki i gałęzie co chwila wpadały mi pod buty torując drogę.
Starałam się je omijać, ale były wszędzie. Przyspieszyłam kroku i zastanawiałam się gdzie ja tak właściwie idę. Do domu?
Po co? Żeby umrzeć ze strachu? Czy żeby to coś mnie zabiło? Chyba nie chcę się przekonać.
Obróciłam głowę i widziałam jak za mną idzie. Tylko po co?
- Zaczekaj.
Nie musiał nawet krzyczeć. Było tak cicho, że najmniejszy szelest był słyszalny, a jego głęboki głos szczególnie.
Tak, podoba mi się jego głos i to bardzo. Co nie zmienia faktu, ze jest obcym człowiekiem, który właśnie za mną idzie, a raczej obok mnie.
- Odprowadzę Cię.
- Nie trzeba, naprawdę.
- Zaryzykuję i zostanę. To gdzie idziemy?
- Ja idę do domu.
Proszę, proszę o to, żeby rodzice już wrócili. Szliśmy w ciszy dosyć długo, zbliżaliśmy się do drogi, bo słychać było przejeżdżające samochody.
Po przejściu na drugą stronę ulicy miałam nadzieję, że nieznajomy już sobie poszedł, ale on kroczył za mną jak cień.
Chodnikiem szłam prosto, do domu, którego się bałam.
Dlaczego nie może być już ranek..
Zauważyłam już ceglane ściany mojego domu i przełknęłam głośno ślinę. Nie chcę tam wracać, ale muszę.
Kiedy mijałam dom pani Smiths nagle zrobiło mi się ciepło, bardzo ciepło.
Im bliżej byłam furtki przez którą uciekłam było mi cieplej i cieplej.
Zatrzymałam się przy uliczne i dotknęłam klamki, by a otworzyć. Szybko jedna cofnęłam rękę, ponieważ się oparzyłam. Ten metal był gorący!
- Wszystko okej?
Oh, jeszcze tu jest.
- Um.. tak. Dzięki, że pytasz.
- Dasz radę dojść do drzwi?
- Tak, tak myślę. - Powiedziałam i rąbkiem koszuli szybko pokryłam klamkę i nacisnęłam ją popiskując cicho z bólu.
Teraz jestem już na terenie mojego domu, co oznacza, że nie jestem bezpieczna. Weszłam po trzech schodkach i stanęłam przy drzwiach. Obróciłam się, a on wciąż tam stał.
Mogłam mu się przyjrzeć, ponieważ światło latarni padało prosto na niego. Czarna bluzka, którą przykrył ciemnym płaszcze, niebieskie jeansy i trochę kowbojskie buty.
Włosy ma kręcone, a oczy jasne. Nie mogę stwierdzić jaki dokładnie mają kolor, ale są jasne, na pewno.
Wyraźnie widać jego kości policzkowe, a twarz nie wyraża nic. Kiedy mu pomachałam skinął tylko głową. Ale dlaczego nie odszedł?
Niechętnie weszłam do domu i przez szybkę widziałam jak po chwili odchodzi.
Czekał na to aż wejdę do domu? Pewnie chciał, żebym w nim była, ponieważ będę bardziej bezpieczna niż na dworze.
W domu zawsze jest bezpiecznie. Ale nie w tym, ten jest inny i ja to wiem.
Szkoda, że tylko ja.
Zapaliłam światło, robiłam tak w każdym pomieszczeniu do którego wchodziłam. Nie gasiłam światła za sobą, zostawiałam zapalone.
Postanowiłam, że będę spać w salonie. Znaczy..
Nie będę spać, za bardzo się boję, żeby zamknąć oczy, a nawet mrugnąć.
Jest cicho, wiec włączam telewizor, żeby słyszeć głos Sheldon'a z Teorii Wielkiego Podrywu.
Nie trwa to jednak długo, ponieważ głośne skrzypienie szafki kuchennej dociera do moich uszu. Nie jest dobrze.


_____________________________
Pytanie: ,,w tym opowiadaniu pojawią sie jeszcze jakieś inne postacie?"
- Myślę, że z czasem ktoś może dołączyć.

Rozdział czwarty.

20 komentarzy:
,,Ain't no sunshine when she's gone,
And this house just ain't no home anytime she goes away.*"
 Biegnąc wpadłam na kogoś. Odbiłam się od tej osoby i zachwiałam lekko, lecz jednak nie straciłam równowagi.
- Może by tak ostrożniej biegać?
Nie widziałam dokładnie twarzy, bo było bardzo ciemno. Mogę stwierdzić, że jest to mężczyzna, który góruje nade mną wzrostem.
- P..przepraszam. - Powiedziałam i wyminęłam go.
Zaczęłam iść szybko do przodu nie oglądając się za siebie.
Muszę tam dotrzeć. Tam będę bezpieczna.
Drogę wyznaczały mi tylko latarnie, które oświetlały chodnik.
Było mi bardzo zimno, ponieważ nie mam kurtki, a zwykłą kremową koszulę. Jeansy ochraniają skórę moich nóg, przez co nie rest mi w nie tak zimno, jak w ręce.
Włosy poplątane latają we wszystkie strony, ponieważ wiatr tak decyduje.
Moje policzki zapewne czerwone są zimne, ale czuję, że są gorące.
Pewnie będę chora przez to.
Przeszłam przez ulicę i nawet nie spojrzałam, czy coś jedzie. To się nazywa życie na krawędzi.
Ostrożnie zeszłam z górki i zaczęłam biec.
Dobiegłam do 'mojego' drzewa i usiadłam obok niego. Oddychałam głęboko, a zimne powietrze rozcinało moje gardło.
Każdy wdech powietrza był bolesny. Ciemność, która mnie otaczała była przerażająca.
Chłód rozchodził się po moim ciele i zwiększał z każdą chwilą.
Słuchać było tylko mój nierówny oddech, który starałam się uspokoić.
Oparłam się plecami o pień drzewa, podciągnęłam kolana pod samą brodę i schowałam w nich twarz.
Była cisza, słyszałam tylko wiatr, który przedzierał się rzez korony pobliskiego lasu.
Zastanawiałam się co ja właściwie zrobiłam. Uciekłam z domu, przez jakiegoś potwora, nie wiem co to było. Może ja go sobie wymyśliłam?
Może to wszystko wytwór mojej wyobraźni, która według tej teorii ostatnio szwankowała?
Nie wiem. Wiem tylko, że się boję, ale teraz wiem, ze jestem w jakimś sensie bezpieczna. To coś nie mogło opuścić mojego domu i ogrodu, więc tu nie przyjdzie.
Tylko to mnie cieszy. Potarłam ręką ramię, żeby się ogrzać chociaż trochę. W końcu to listopad, a ja nie chcę tu zamarznąć.
Muszę poczekać aż zacznie wschodzić słońce, wtedy będę się zbierać do domu. Może rodzice już będą. Dalej męczy mnie to, że wyszli bez słowa.
No tak!
Przecież oni mieli spotkanie z taką jedną od mieszkań. Jak mogłam o tym zapomnieć? Ugh, pewnie już wrócili i się martwią.
Co ja im powiem jak wrócę? Oh, autokorekta. O ile wrócę.
Pokręciłam głową, a potem ją uniosłam i zobaczyłam parę oczu uważnie przyglądającą się mi. Serce podskoczyło mi do gardła, a oddech znacznie przyspieszył.
Nie, proszę, ja nie chcę powtórki z rozrywki. Chciałam się cofnąć, ale jestem przecież oparta o duży pień drzewa.
- Nie zdradziłaś  mi nawet swojego imienia.
O Boże, to ten sam głos. Ten sam należał do mężczyzny, na którego wpadłam. Z drugiej strony co to za świr? Kto normalny chodzi za kimś obcym po nocy?
Tak, i mówi to dziewczyna, która siedzi w nocy pod drzewem, bo coś straszy w jej domu.
- Zimno Ci? - Zapytał po chwili. - Oczywiście, ze tak. Masz tylko koszulę. - Dodał bardziej sam do siebie niż do mnie i podszedł bliżej.
Chciałam uciekać, ale zimno, które zamroziło moje ciało uniemożliwiało mi ucieczkę. Nie miałam nawet siły się podnieść.
Zdjął swoją bluzę i i okrył nią moje ramiona. Przyjemne ciepło, które zostawiło na bluzie jego ciało okryło teraz moje. Usiadł przede mną, a ja spuściłam wzrok.
- To jak będzie? Powiesz mi jak masz na imię?
- Angelina. - Powiedziałam cicho i mimowolnie okryłam się bardziej bluzą nieznajomego, który zdecydowanie używa dobrych perfum.
- I co robisz sama o tej godzinie w lesie?
No właśnie? Co ja tu robię?
- Jesteś strasznie małomówna.
- Może dlatego, że nie lubię dużo mówić.
Boże, ja to powiedziałam? Nie chciałam, o matko.. To brzmiało tak chamsko.
- No proszę. Masz też charakterek. Podoba mi się to.

________________________________________
*Nie ma słońca, kiedy odchodzi,
I to mieszkanie nie jest domem za każdym razem, kiedy odchodzi.
15 kom = Next
Dacie radę?
P.S. Pojawiła się zakładka ,,Wasze pytania".

Wasze pytania.

2 komentarze:
Możecie tutaj zadawać pytania odnośnie wszystkiego, czego chcecie się dowiedzieć. Enjoy!

Rozdział trzeci.

13 komentarzy:
*kursywa-wspomnienie*

Patrzyłam na to 'coś' i przestałam oddychać. Nie chciałam zwracać na siebie uwagi. Widzę to pierwszy raz. Pierwszy raz widzę coś innego niż mężczyzna w kapeluszu.
Ta postać przede mną wygląda jak człowiek, chociaż jest rozmyta.
Nie ma wyraźnych kontur, przez co ciężko mi cokolwiek o niej powiedzieć. Jest strasznie niewyraźna. Stoi na ziemi, nie unosi się w powietrzu.
Nagle czuję jak moje oczy stają się mokre, łzy zasłaniają mi widoczność. Zaczynam trzeć moje oczy, które szczypią i swędzą.
Kiedy ból zanika otwieram oczy, a tego czegoś nie ma.
Mrugam kilkakrotnie, ale wszystko wskazuje na to, że zostałam sama w pokoju. Wypuszczam głośno powietrze i odwracam się w lewą stronę.
Kiedy to robię widzę przerażającą czerwono-czarną twarz. Wybucham krzykiem i uciekam z pokoju na dół, do rodziców.
To zabawne, prawda? Osiemnastoletnia, dorosła dziewczyna biegnie z płaczem do rodziców. Śmiech na sali.
Kiedy zbiegam po schodach na dół widzę ciemność. Szybko odnajduje włącznik światła i zapalam go. Zaczynam szukać rodziców, ale nie mogę ich znaleźć w żadnym z pokoi.
Kiedy wchodzę do kuchni widzę, że kran jest odkręcony,  woda prawie wylewa się ze zlewu, który jak widzę jest zatkany korkiem.
Szybko zakręcam oba kurki i spuszczam wodę. Opieram się rękoma o metalowy brzeg zlewu i oddycham głęboko. Może mi się przywidziało. Mało spałam od kilku dni.
Podnoszę wzrok i para białych oczu wpatruje się na mnie zza szyby. Odskakuję przerażona i zaczynam cofać się. Pobiegłam do sypialni rodziców. Nie ma ich tu, myślałam, ze wrócili, ale jednak nie. 
Muszę się gdzieś zamknąć, uciec, schować. 
Wszystko jedno, byleby być bezpieczną i ukrytą. 
Dlaczego nie pójdę do sąsiadów? Większości nie znam, ale oni mają już zapewne wyrobione o mnie zdanie, ponieważ kilka lat temu miała miejsce sytuacja, o której pamiętam i będę pamiętać.
Huśtałam się na mojej podwójnej huśtawce i patrzyłam w niebieskie niebo. Czasami się puszczałam i zeskakiwałam w trakcie lotu.
Śmiałam się i powtarzałam tę czynność cały czas. Lubiłam to. Pani Smiths pielęgnowała swoje kwiaty w ogródku.
Słońce grzało niemiłosiernie i pot z mojego czoła spływał mi po nosie, ale nie przejmowałam się tym, bo co chwila wskakiwałam pod duży zraszacz do kwiatów i ochładzałam się.
Potem znowu na huśtawkę, rozbujać się wysoko, zeskoczyć, powtórzyć. Pamiętam, że raz rozbujałam się trochę za mocno i bałam się, że zrobię obrót, ale wszystko było w porządku. 
Poza jedną rzeczą. Kiedy zeskakiwałam zauważyłam, że ktoś skacze z drugiej huśtawki obok mnie.
Był to mały chłopiec, który skoczył w tym samym czasie co ja. W miarę jak szybował coraz wyżej, to rósł. Starzał się. 
Kiedy wylądował na ziemi był mężczyzną, miał może z dwadzieścia lat. Upadł na ziemię i się nie ruszał. Ja upadłam, ale od razu wstałam i podbiegłam do mężczyzny.
Zaczęłam go szturchać, ale nie uzyskałam reakcji. Powtarzałam czynność, ale bez skutku. Podbiegłam do pani Smiths i pociągnęłam ją za sukienkę.
Zapytała co się stało, a ja wskazałam na miejsce, w którym leżał ten człowiek. Powiedziałam, ze spadł z huśtawki i się nie rusza.
Kobieta popatrzyła na mnie z dziwną miną i powiedziała, ze tam nikogo nie ma i, że mam iść do domu, bo za długo na dworze bez czapki siedzę.
Nieugięcie naciskałam i pokazywałam miejsce, w którym leżał nieprzytomny człowiek. Kiedy ona zaczęła mnie ignorować, wściekła podbiegłam i zaczęłam jakoś próbować pomóc temu panu.
Zaczęłam płakać z bezradności. Usiadłam obok niego na trawniku i łkając mówiłam mu, ze wszystko będzie dobrze.
Nagle on zaczął tak jakby wchodzić w ziemie. Wyglądało to tak, jakby ziemia go pochłaniała. Zaczęłam go łapać za rękę, nogę, żeby tylko zatrzymać go na górze, ale nie mogłam chwycić żadnej z części jego ciała.
Moja ręka przechodziła przez niego, jak przez jakąś mgłę.
Zaczęłam wyrywać trawę, bo chciałam go wyciągnąć i mu pomóc, ale nie mogłam.
Moja mama przyszła i zabrała mnie do do domu. Kiedy jej o tym powiedziałam, to stwierdziła tak jak nasza sąsiadka, że za długo w słońcu siedziałam.
Wybiegłam z domu przerażona. Widziałam to coś, jak zaczęło mnie gonić. Biegłam przed siebie. Coś kazało mi się zatrzymać, czułam, że muszę spojrzeć na mój dom. 
Widziałam to 'coś'. Chciało za mną biec, ale nie mogło wyjść poza ogrodzenie domu, chociaż furtka była otwarta.
Zupełnie tak, jakby jakaś szyba szczelnie otaczała cały nasz ogród. Drapał pazurami, ale nie mógł wyjść. I co ja teraz zrobię, skoro to tam jest? W moim domu?
Zaczęłam biec w kierunku mi znanym. Chciałam być dalej od tego czegoś, od mojego domu, który przerażał mnie już nie raz, ale nigdy do takiego stopnia.
I gdzie są moi rodzice? Dlaczego wyszli bez słowa?

_______________________________________
Cześć!
Chciałabym podziękować za wszystkie dotychczasowe komentarze, wyświetlenia.
Ale również za tak dużą (34) liczbę osób, które chciały być informowane. Jesteście świetni! Dziękuję. Jeżeli rozdział Wam się podobał, to piszcie swoje opinie w komentarzach. Macie jakieś pytania odnośnie rozdziałów, bloga lub innych rzeczy? Na Twitterze możecie pytać o co chcecie dopisując do tweeta #spiritFF.
Miłego dnia! x

Rozdział drugi.

12 komentarzy:
Muzyka

Kiedy przekroczyłam próg domu wmawiałam sobie, że to co zobaczyłam było wytworem mojej wyobraźni. Że to ze zmęczenia, byłam przecież senna. W sumie to nadal jestem.
Ale jakoś ciężko było mi w to uwierzyć. Odwiesiłam kurtkę na wieszak i zdjęłam buty, które odłożyłam na specjalną szafkę d butów.
Przeszłam korytarzem i weszłam do kuchni, nalałam sobie szklankę wody. Wypiłam jednym duszkiem i odłożyłam szkło. Chyba jestem sama w domu. Świetnie.
Poszłam do salonu i włączyłam telewizję. Program kulinarny - nie, wiadomości - nie, sport - czemu nie? Zostawiłam mecz siatkówki, którą zresztą uwielbiam i rozłożyłam się wygodnie na kanapie.
Jest już po dziewiętnastej, a na dworze ciemno, jakby była druga, lub trzecia w nocy.
Oczy mi się już zamykają. To przez to, ze jest ciemno za oknem. Żebym była pełna energii musi być jasno, bo jak jest noc to chce mi się spać.
Usłyszałam zgrzyt klucza. Rodzice przyjechali. Tylko dlaczego nie słyszałam samochodu, skoro parkują obok okna?
Nie mogę się martwić na zapas. Wstałam i wyszłam na korytarz. Nikogo nie ma co było dziwne, bo przecież słyszałam, jak ktoś przekręcał klucz w zamku.
Podeszłam do drzwi i nacisnęłam klamkę. Zamknięte. Spokojnie, zachowa spokój. Wyciągnęłam telefon z kieszeni spodni i wybrałam numer mamy. Jeden sygnał, drygi, trzeci..
- Halo?
- Mamo gdzie jesteś?
- Właśnie tata po mnie podjechał, a co? Za dwadzieścia minut powinniśmy być.
- Oh, dobrze.
- A po co dzwonisz?
- Ja..
Przecież nie powiem jej, że prawdopodobnie ktoś się próbował włamać do domu, czy, że coś się próbowało włamać do domu. Nie chcę wrócić do psychologa. Teraz to już by mnie pewnie wysłali do psychiatry.
- Ja chciałam, żebyście kupili coś do picia. Może ten taki sok pomarańczowy w butelce, co ostatnio?
Skłamałam, chociaż ten sok i tak mi się przyda. Jest pyszny.
- Dobrze, kupimy. Pa.
Rozłączyła się zostawiając mnie samą  z nie wiem czym. Zakluczyłam drzwi raz jeszcze, czyli na dwa spusty.

Weszłam do kuchni i zobaczyłam, że moja szklanka jest pełna. Przecież wypiłam całą wodę, więc jak ona się zapełniła?
W tym momencie lampa zaczęła mrugać. Nie umiem wymieniać żarówek - jęknęłam zrezygnowana i poszłam do salonu gasząc światło w kuchni. Zatrzymałam się przy framudze drzwi.
Patrzyłam na kremową firanę zawieszoną na karniszu. Ona się unosi i opada. Zupełnie sama. Okno jest zamknięte, grzejnika tam nie ma.
Więc dlaczego.. Może uznacie, ze jestem głupia, ale zaczęłam iść w kierunku tej firany. Im bliżej byłam tym unoszenie ustawało. Stałam obok i wysunęłam rękę, żeby jej dotknąć. Materiał był miękki, ale tak jakby.. mokry? Może trochę wilgotny, tak bym powiedziała.
Sprawdziłam, czy okno na pewno jest zamknięte - było. Zasłoniłam je dwoma zasłonami i odwróciłam się.  Krzyknęłam, bo na kogoś wpadłam.
Podniosłam głowę i zobaczyłam mojego ojca.
- Wystraszyłeś mnie. - Powiedziałam.
- Przepraszam. Masz ten sok. - Podał mi butelkę.
- Dzięki.
Wzięłam ją i poszłam do swojego pokoju. Wchodząc po schodach myślałam o tym co się stało. To nie było normalne. Mijając kolejne stopnie znalazłam się na korytarzu.
Prosto idąc doszłam do mahoniowych drzwi i nacisnęłam klamkę. Weszłam do środka i rękę po omacku zaczęłam szukać włącznika światła. Zamknęłam drzwi.
Kiedy się obróciłam w stronę biurka coś przy nim stało zupełnie ignorując moją obecność. Czarna, wysoka postać trzymająca w łapach moje zdjęcie przyglądała mu się uważnie.
____________________
Jeśli pojawiły się jakieś błędy, to przepraszam. x

Rozdział pierwszy.

16 komentarzy:
Dziwne rzeczy widuję od ósmego roku życia. Zawsze się zastanawiałam, dlaczego inni nie widzą tego co ja. Może oni nie mogą tego widzieć, albo po prostu nie chcą?
W sumie to im się nie dziwie. Ja nie miałam wyboru. Widziałam różne rzeczy w swoim życiu.
Od kilku lat nie miałam normalnego snu. Co to znaczy normalny? Dobre pytanie. Pytań jest wiele, tylko zawsze brakuje odpowiedzi.
Kto pyta nie błądzi. Ja zbłądziłam. Każdej nocy zadaję pytanie 'dlaczego ja', ale jakoś nikomu się nie spieszno, żeby mi odpowiedzieć.
Przestałam pytać. Dwa lata temu, kiedy w szesnaste urodziny siedziałam na łóżku i wpatrywałam się tępo w ścianę. Słyszałam pukanie w okno. Kiedy na nie spojrzałam nie było nikogo.
I tak co chwila. Zakryłam się kołdrą i próbowałam ignorować coraz mocniejsze pukanie, a właściwie walenie w moje okno. Biedna szyba.
W pewnym momencie do pokoju wszedł mój tata i zapytał dlaczego tak pukam. Popatrzyłam na niego i powiedziałam, ze to nie ja. Odpowiedział, że mam przestać to robić i się nie wygłupiać.
I wyszedł.Zostawiając mnie z tym czymś. Nie wiem co to jest, ale nie bardzo cieszę się z jego obecności  w moim pobliżu.
Ale musiałam się z tym pogodzić, bo co niby innego miałam zrobić? Chodziłam do psychologów i innych tego typu lekarzy. Zakończyłam wizyty wtedy, kiedy przestałam mówić o tych rzeczach rodzicom.
Wypisali mnie od psychologa i zwyzywali, że robiłam z nich idiotów.
Przestałam im mówić o wszystkim.
Przecież nikt nie chce mieć pokręconej córki, prawda? No raczej.
Szkoda, ze pomyśleli tylko o sobie, podczas gdy ja umieram ze strachu od ośmiu lat.
Nie mam rodzeństwa, więc sprawa wygadaniu się komuś odpada.
Przyjaciół też nie mam. Znajomi? Wszyscy się rozeszliśmy po gimnazjum. Całe liceum byłam sama. Miałam dwie koleżanki, można by rzec, że nawet przyjaciółki, które mnie potem wystawiły.
Jak każdy w moim nędznym, marnym życiu. Siedzę właśnie w autobusie i czekam na to, żeby znaleźć się w końcu w swoim pokoju.
Niestety sygnalizacja świetlna wcale mi w tym nie pomaga. Kiedy światło zielone zmienia się w ostatnim momencie na czerwone nie wytrzymuje.
Opieram głowę o szybę i wzdycham głośno zostawiając mglistą plamę na szkle przez które obserwuje ludzi w samochodach.
Skupiam się na jednym, czarnym samochodzie, który przez swój kolor prawie ginie w mroku panującym na zewnątrz.Na siedzeniu kierowcy siedzi mężczyzna, a obok niego kobieta.
Na tylnych siedzeniach dostrzegam fotelik, a w nim małe dziecko. Nie mogę stwierdzić, czy to dziewczynka, czy może chłopiec, bo opatulone jest kocykiem w krowie łaty.
Kiedy autobus rusza zauważam, ze dziecko się we mnie wpatruje. Uśmiechnęłam się do niego, bo lubię dzieci. Najbardziej moją kuzynkę, która ma 4 miesiące.
Kiedy zrobiłam zabawną minkę do małego brzdąca jego oczy stały się czarne.
Wyglądało to tak, jakby miał tam dwie, duże czarne dziury. Jego uśmiech się powiększył i w tym momencie krzyknęłam. Ludzie, a szczególnie starsze osoby patrzyły się na mnie dziwnie.
Spuściłam głowę, a autobus ruszył. Chcę już do domu.

Informowani.

31 komentarzy:
Jeśli podoba Ci się moje opowiadanie i chcesz być informowana/informowany o nowych rozdziałach, to napisz w komentarzu swój username z Twittera. x
  1. @psycodeliclemon
  2. @heyfabolouis
  3. @hugorauhl
  4. @Unicooorn2307
  5. @karolinaklopek
  6. @syla200
  7. @wiki_is_real
  8. @catsgomiau
  9. @Martus69
  10. @szkolauczuc
  11. @kaamila55
  12. @Jestem_se_Wera
  13. @Peacer4Life
  14. @Nana_Horana
  15. @xyz95mik3y
  16. @cuddle_bae
  17. @heeytheresweety
  18. @nevahriv
  19. @m_salute
  20. @Blondelloyd
  21. @perftstyles
  22. @ineedmeet1d
  23. @xxhoranowaxx
  24. @emma8802
  25. @0lussek
  26. @mileyokayokay
  27. @dirtydrugbitch
  28. @lucifersbulletx
  29. @MrsStyles_Sandy
  30. @KrolikMietek
  31. @loveslashtonx
  32. @Mutancik_
  33. @Roide_enfer
  34. @awmylarry
  35. @boobearmyidol
  36. @Malikowaaa98
  37. @troyesfuckin
  38. @squirreljade
  39. @voodoo_doll_x 
  40. @fanofag
  41. @SzatunovAtena
  42. @opsmyerw 

Wstęp.

6 komentarzy:
W moim dzieciństwie wydarzyło się dużo różnych sytuacji. Jedne dobre, inne złe. W wieku 8 lat pierwszy raz go zobaczyłam. Stał za oknem, pod drzewem.
Ubrany cały na czarno, a na głowie miał kapelusz tego samego koloru. Uśmiechał się do mnie, a ja nie mogłam nic zrobić oprócz wydania z siebie okrzyku przerażenia.
Mama przybiegała i uspokajała mnie tłumacząc, że tam nikogo nie ma. Pokazywała na szybę, nawet wychodziła na balkon, aby udowodnić swoje racje.
Pewnego razu on stanął obok niej, a ja zaczęłam krzyczeć, żeby uciekała. Mówiła, że sobie go wymyśliłam, ale on przecież wtedy dotykał jej włosów. Dlaczego ona tego nie czuła?

Bohaterowie.

Brak komentarzy:

Angelina Hudson | 18


Harry Styles | 20