Rozdział osiemnasty.

6 komentarzy:
Stary głos dochodzi do moich uszu. To nie jest Harry, jestem pewna. Jest niewyobrażalnie zimno, moje ciało jest lodowate.Zaczynam czuć jak robi mi się słabo, oczy same się zamykają.
Tracę kontrolę nad własnym ciałem i upadam, nie myśląc już o osobie za mną. Przynajmniej umrę we śnie.

Obudziło mnie przyjemne ciepło, które ogrzewało moje ciało. Otworzyłam leniwie oczy i podniosłam się na łokciach. Leżę na kanapie niedaleko kominka.
Choinka oświetlona lampkami i udekorowana kolorowymi bombkami soi w rogu pokoju, a prezenty pod nią uwieńczają efekt. Plasterki pomarańczy wiszą na niektórych gałązkach, co wygląda ładnie.
Dodatkowo goździki poutykane w pomarańcze na parapecie dają piękny zapach, który jest wyczuwalny zapewne w każdym krańcu tego domu.
Domu, właśnie. Gdzie ja jestem? Jest ciemno, pokój oświetla tylko ogień w kominku i czerwone, a także białe lampki na choince.
Kiedy chcę wstać słyszę jakieś głosy. Modlitwa, to na pewno modlitwa. Mam wrażenie, że coś mnie ominęło, że coś zostało przerwane. Pamiętam tylko, że było mi bardzo zimno, a potem chyba zemdlałam.
Teraz jestem tutaj, pomimo tej atmosfery i pięknej choinki nie czuję się dobrze.
Głosy są coraz głośniejsze, mogę rozróżnić z nich głos dziewczynki, kobiety i starszego mężczyzny. Słyszę wszystkie trzy naraz.
Próbuję jakoś wyrzucić je z mojej głowy, ale potrząsanie nią nie skutkuje. Siadam na kanapie i zaczynam rozmyślać nad tym, co się dzieje. Czuję, jakbym straciła pamięć nie pamiętam zbyt wiele, a w zasadzie, to nic nie pamiętam.
Słyszę kroki, a modły ucichają. Postać zmierza w kierunku choinki z gwiazdą w ręku. Jest to kobieta, łudząco podobna do osoby, którą znam.
Staje przy choince i próbuje założyć ozdobę na czubek drzewa, ale jest zbyt niska, żeby to zrobić. Z jej ust pada imię mojego ojca, który zjawia się po chwili i przejmuje przedmiot z jej ręki.
Bez problemu zakłada go na sam czubek, jest wysoki, więc to żaden problem dla niego. Kiedy chcę podejść do rodziców coś mi nie pozwala.Jakby jakaś siła wyższa sterowała moim ciałem każe usiąść mi z powrotem.
- Czy Angelina śpi?
- Tak, położyłem ją do łóżeczka. Mamy czas dla siebie.
O nie, oni chyba nie będą się teraz ten teges.
Kiedy już mieli się pocałować rozległ się hałas. Dokładniej płacz dziecka, jak się domyślam mnie. Zawsze mi mówili, że dużo płakałam jak byłam mała, więc w sumie wszystko się zgadza.
Głośne westchnięcie mamy dobiegło do moich uszu. Dawałam im popalić jak widać. Tata zaczął poprawiać choinkę, a mama poszła na górę.
Dziwna siła sprawiła, że wstałam i również tam poszłam. O, to chyba mój pokój. O matko, ale ja się wydzieram - powiedziałam sama do siebie i skrzywiłam się.
Moja mama podeszła do kołyski i nachyliła się nad nią. Zdziwienie pojawiło się na jej twarzy. Zostałam pokierowana bliżej i zobaczyłam, ze wcale nie ma mnie w tej kołysce, a mama jest wyraźnie zdenerwowana.
Zaczyna patrzeć pod nią, obok, chodzi po całym pokoju, a potem woła ojca.
Ten szybko pojawia się w pokoju i zaczyna szukać mnie wraz z zapłakaną matką. Wreszcie mnie odnajdują, ale nie jestem sama. Na zaśnieżonym tarasie leży dziecko, a nad nim stoi mężczyzna.
Ubrany na czarno, z kapeluszem na głowie.
Dziecko, czyli ja, jest ubrane w zwykłe pieluszki, które nie są w stanie utrzymać ciepła. Przecież ja tam zamarznę! Sama ruszam do drzwi tarasowych, ale nie mogę nic zrobić.
Rodzice wybiegają i zabierają mnie stamtąd. Facet wyraźnie nie jest zadowolony, że mnie zabrali. Nie widzę jego twarzy, ale mogę się założyć o paczkę pierników, że skądś go znam.
Drzwi zostają zamknięte, a ja przebrana w nowe rzeczy, ponieważ tamte przemokły.
- Żyje, to cud, że nie zamarzła.
- Jak ona się dostała na taras?! - wrzeszczy mama.
- Nie wiem, jedźmy do lekarza.
- Nie! Jeszcze nam ją zabiorą, przecież ona prawie się wychłodziła na śmierć.
- Wytłumacz mi to, ona nie umie chodzić, a była na tarasie.
- Mówiłam ci, że w tym domu dzieją się dziwne rzeczy, ale ty nigdy mnie nie słuchałeś!
- Dobrze, spokojnie. Po nowym roku się wyprowadzimy, na razie musimy tu zostać.
To my się kiedyś przeprowadzaliśmy? Nigdy mi nic nie powiedzieli na ten temat. Ale wróć, co tu się właściwie dzieje i dlaczego widzę wspomnienia?
Próbuję jakoś porozmawiać z rodzicami, ale oni mnie nie słyszą. Moje wołania, a nawet krzyki na nic się nie zdadzą, więc rezygnuję.
Siadam przy choince i patrzę w okno. Zostałam sama w pokoju, rodzice poszli ze mną spać. Patrzę w okno tarasu i znów widzę tego mężczyznę.
To dziwne, ponieważ on przeniknął przez szklane drzwi i w jednej sekundzie znalazł się w środku domu. Idzie spokojnie przed siebie, chodzi po całym pokoju i rozgląda się.
Chwilę potem zawraca i już ma wychodzić na dwór, kiedy bombka, którą przypadkiem strąciłam spada z gałęzi, a postać odwraca się w moją stronę.
Mogę się mu przyjrzeć, zobaczyć jego twarz. Patrzę na oczy, których.. nie ma. Dwie duże czarne dziury zwrócone w moją stronę, usta są zaszyte, widać czarną nić, która według wzoru przenika przez wargi tej osoby.
Strach zaczyna się pojawiać, kiedy ta postać idzie w moją stronę i cały czas patrzy się na mnie. Może mnie nie widzi, może to blef.
Przypuszczenia okazują się nietrafne, kiedy zostaję złapana za szyję i brutalnie podniesiona do góry. Zaczynam się dusić, a on nie przestaje zaciskać ogromnej łapy na  moim gardle.

_____________________
Wesołych, zdrowych i spokojnych Świąt wszystkim!

http://teacher-harrystylesfanfiction.blogspot.com

Rozdział siedemnasty.

6 komentarzy:
Obudziłam się cała spocona i w jakimś łóżku, chyba szpitalnym. Nie pamiętam co się stało, ale dziwne uczucie mrowienia przebiegło przez moje stopy aż do bioder.
- Czy ty oszalałaś?
Uniosłam powoli głowę i zobaczyłam Harry'ego, który wyraźnie wkurzony chodził po pokoju.
- Nie? - odpowiedziałam nie wiedząc w sumie, co tak naprawdę powiedzieć. - Co się stało? - dodałam po chwili.
- Próbowałaś skoczyć z okna w hotelowym korytarzu, na dziesiątym piętrze.
Korytarz. Pamiętam, długi i straszny. Wszystko pamiętam, pająki i to, że wciągała mnie ziemia.
- Nie chciałam skoczyć.
- Ludzie mówili, że krzyczałaś i biegałaś korytarzem, a potem prawie wyskoczyłaś przez okno na jego końcu.
- Nie prawda.
- Nie zaprzeczaj, skoro jest to nagrane. - w tym momencie wziął pilot do ręki i włączył telewizor, na którym widziałam siebie biegającą i krzyczącą  po korytarzu.
Najlepsze jest to, że zachowywałam się tak, jak wtedy, kiedy znikały drzwi.
Na filmie chodziłam, otwierałam i zamykałam drzwi, a potem przyglądałam się obrazom, których nie było.
To naprawdę dziwne, nie mogłam sobie tego wymyślić.
- Za pięć minut masz badania. - powiedział i wyszedł z sali.
Zrobił się oziębły. Poprawiłam poduszkę i położyłam się na boku. Teraz przynajmniej wiem, że jestem w szpitalu. Jakąś chwilę później do sali weszła długonoga blondynka w białym kitlu.
Zaczęła mi mierzyć ciśnienie, a potem pobrała krew z lewej ręki. Zrobiło mi się słabo, ale nie powiedziałam jej o tym.
Stała z probówką zapełnioną do połowy moją krwią, a po chwili ją wypiła. Zamrugałam szybko kilka razy, a przed sobą miałam obraz pielęgniarki trzymającą probówkę z krwią i mówiącą coś do mnie.
- Wszystko w porządku? Chce pani wody? - zapytała.
- Nie, dziękuję. - odparłam cicho, a ona kiwnęła głową i wyszła.
To było dziwne, naprawdę bardzo dziwne. Zamknęłam oczy i położyłam się spać. Chyba mogę, prawda?

***

- Przebierz się. Będę czekał na dole, zjedź windą. - powiedział i wyszedł.
Zrobiłam to, co kazał i ubrałam zielony sweter w czarne serca, a do tego czarną spódniczkę. Mam nawet moją brązową torbę.
Poprawiłam włosy i wyszłam z sali. Udałam się głównym holem do drzwi od windy.
Poczekałam aż wjedzie na górę i wsiadłam do niej. Wcisnęłam zero na klawiaturze i spokojnie czekałam.
Zamiast na parter zjechałam na poziom B, czyli piwnicę. Drzwi się otworzyły, a ja poczułam chłód tego miejsca. Zimno, jak w jakiejś chłodni. Wcisnęłam odpowiedni przycisk, a drzwi się zamknęły.
To pewnie mała awaria - pomyślałam.
Niestety, kiedy drzwi się otworzyły byłam na tym samym piętrze. Wciskałam chaotycznie guziki, ale drzwi tym razem się już nie zamknęły.
Ostrożnie wyszłam z metalowej skrzyni i zaczęłam iść przed siebie. Gęsia skórka pokryła moje ciało, co nie było miłym uczuciem.
Usłyszałam dźwięk tłuczonej żarówki i nie wiem dlaczego, ale odwróciłam się za siebie i ujrzałam.. siebie.
Wiem, ze to brzmi niedorzecznie, ale naprawdę siebie widziałam.
Może i był to ułamek sekundy, ale jednak był wystarczająco długi, żebym mogła rozpoznać siebie stojąca w środku windy.
Trzymałam coś w dłoniach, te rzeczy przypominały dwa noże bądź też sztylety. Stojąc przodem do windy widzę pustkę, nikogo już tam nie ma.
Ale kiedy chcę się odwrócić coś mi nie pozwala. Coś, a dokładniej ostrze przy moim gardle.
Staram się nie oddychać, ale nie mogę teraz udawać martwej, to nienajlepszy sposób przetrwania właśnie w takich sytuacjach.
Kiedy wciągam nosem powietrze czuję znaną woń perfum. Przełykam ciężko ślinę nie wierząc, że to może być ta osoba, o której myślę.
Waham się, czy zapytać, ale w końcu udaje mi się wypowiedzieć to imię.
- Harry?

Informacje.

1 komentarz:
Witajcie.
Postanowiłam odpowiedzieć na pytanie, które zostało zadane w komentarzu, a także poinformować o jednej rzeczy.

Pytanie: Kto ci robił szablon?
- Szablon wykonała @FanOfAG i bardzo jej za to dziękuję. =)

W opowiadaniu pojawi się nowa bohaterka, której historię możecie poznać na tym blogu. --> http://bdwtc-ff.blogspot.com

Zapraszam do przeczytania #16. x

Rozdział szesnasty.

6 komentarzy:
Pękła szybka, a wskazówki odpadły i spadły na blat biurka. Poza tym nic się nie stało i dziękuję za to. Odsunęłam się od Harry'ego i założyłam kosmyk włosów za ucho.
Tak, denerwuję się.
- Co teraz będzie?
- Przez kilka dni będziemy w hotelu, potem pojedziemy do mojego domu w Newcastle.
- Australia?
- Tak. Czy coś nie tak?
- Nie, wszystko okej, ale Australia, a Londyn to
- Daleko, wiem. To dom mojej ciotki, który odnowiłem.
Nie pytałam już więcej.
- Wiesz co się stało z budzikiem?
- Niedokładnie.
- Czujesz bój głowy?
- Nie.
- Jest ci słabo?
- Nie. Czemu o to pytasz?
- Zazwyczaj, kiedy siły nadprzyrodzone tykają się rzeczy związanych z czasem może dojść do zmiany czasu bądź jego zatrzymania.
Jeśli kiedyś coś takiego by się stało, to pamiętaj, że nie możesz się bać. Wszystkie złe moce żywią się twoim strachem, nie pozwól by rosły w siłę.

- D..dobrze.
- Na krześle masz ubrania, będę w kuchni. Jeśli coś by się stało to krzycz.
- Mam nadzieję, że nie będe musiała. - posłałam mu uśmiech.
Pokręcił rozbawiony głową i zniknął za białymi drzwiami. Podeszłam do krzesła i wzięłam bluzkę.
Ubrałam się, a potem nasunęłam na stopy kremowe baletki. Skąd on zna mój rozmiar?
Zauważyłam jeszcze coś. Opaskę, która wisiała na oparciu krzesła. Założyłam ją na włowę i gumką związałam moje głosy.
Wyszłam z pokoju i zobaczyłam korytarz, zaczęłam nim iść. Na ścianach wisiały duże, stare obrazy, które nadawały klimat. Na drugim końcu korytarza dostrzegłam drzwi.
Chwilę potem satałam przed nimi i nazisnęłam na klamkę.
Po otwarciu weszłam w drugi korytarz. To trochę dziwny hotel, ale co ja mogę na to poradzić?
Doszłam do kolejnych drzwi i kiedy przekraczałam ich próg znajdywałam się w następnym korytarzu.
Wszędzie wiszą obrazy w dużych, złotych ramach. Chciałam zawrócić, ale drzwi za mną nie było. Były tylko jedne, na drugim końcu korytarza. Nie moge się cofnąć, a do przodu też nie chcę iść.
Kiedy otwieram kolerny raz dziwne drzwi jestem zdezorientowana, ponieważ znów jestem w korytarzu.
Przejście zatrzaskuje się, ale tym razem nie ma już żadnych drzwi. Kręcę się dookoła, ale nadal nie widze wyjścia.
Jestem w potrzasku, nie wyjdę stąd. Zrezygnowana siadam i operam się plecami o jedną ścianę.
Patrzę na obrazy, dokładnie się im przyglądam. To chyba jacyś krolowie.
Zaóważyłam w rogu pokoju czarną plamę. Nie plamę, ale duży czarny obszar. Wstałam i podeszłam trochę bliżej. To wygląda ja mech, albo coś.
Nagle to zaczęło się ruszać i po ścianie zaczęły zbiegać pająki.
Zaczęłam krzyczeć i natychmiast odskoczyłam od nich. Cofałam się tyłem i patrzyłam na nie, żeby wiedziec jak daloko są.
Horda pająków zmierzała w moim kierunku, a ja nie mogłam przestać krzyczeć.
Nienawidzę ich, są okropne, nienawidzę po prostu nienawidzę. Zaczeły wchodzić na ściany, a potem na sufit.
Obróciłam się i zobaczyłam, że korytarz się wydłużył. Zaczełam biec, chciałam być jak najdalej. Na ścianie dostrzegłam prostokątny kształt.
Jeśli to jest to co myślę, to jestem uratowana.
Biegłam ile sił w nogach, odwróciłam się, a to co ujrzałam przeraziło mnie od tego stopnia, że biegłam jeszcze szybciej.
Ściany za mną były czarne, wszędzie były pająki. Nie mam pojęcia skąd ich tu tyle, ale nie mam też casu, żeby się nad tym zastanawiać.
Dobiegłam do upragnionej wolności i nacisnęłam na klamkę. Nie myśląc weszłam szybko za powłokę białych drzwi i krzyknęłam, ponieważ zaczęłam spadać.
Otaczał mnie las, a po chwili byłam pod ziemią. Wpadłam w dziurę i spadłam coraz niżej i niżej.
Korzenie wystające z gleby mogłyby mi służyć jako coś do złapania się, gdybym umiała je chwycić.
Robiło się coraz ciemniej i ciemniej, brakowało światła z powierzchni. Kiedy uświadomiłam sobie, że to koniec przestałam machać rękoma i zamknęłam oczy, w których było trochę piasku.
To już koniec.

_____________________________
Czytasz? Skomentuj.
Przepraszam za błędy i za to, że rozdział jest taki krótki. 

Rozdział piętnasty. Część 2.

7 komentarzy:
- Nie ucieka się od kogoś, kogo się kocha.
Myślałam, że najnormalniej w świecie się przesłyszałam. Przypuszczam, że mógł się poczuć dziwnie i głupio, bo spojrzałam na niego, jak na idiotę.
- Przecież to nie ma sensu, nawet mnie nie znasz.
- Mylisz się. Znam cię lepiej niż ktokolwiek inny.
- Nie prawda.
- Zadaj jakieś pytanie, obojętnie jakie, dotyczące twojego życia.
- Co zrobiłam w szesnaste urodziny?
- Weszłaś na drzewo, bo nie mogłaś dosięgnąć jabłka, a potem spadłaś.
- Skąd to wiesz? - zapytałam.
- Za późno przybiegłem, nie zdążyłem cię złapać. - Dodał trochę ciszej.
- Jak to możliwe, skoro ja cię nie znam?
- Ty naprawdę nic nie pamiętasz, Angelino?
- Co miałabym pamiętać?
- Nie ważne. - mruknął i wstał z krzesła.
Kierował się w stronę wyjścia z pokoju, ale jakoś udało mi się wstać i złapać go za rękaw koszuli.
- Powiedz mi. - nalegałam, ponieważ chciałam poznać prawdę. - Jesteś może jakimś moim wujem? Albo kolegą?
- Kolegą. - prychnął.
Nie wiem o co mu chodzi.
- To skąd mnie znasz? Dlaczego ciągle mnie ratujesz, chodzisz za mną? Kim ty dla mnie jesteś?
- Widzisz, my..
- Tak?
- Kiedyś byliśmy razem, Angel.
To jakiś żart? Owszem, jest on bardzo przystojny, dobrze zbudowany. Tylko dlaczego ja go nie pamiętam?

- Wybacz, ale nie pamiętam, żebym kiedykolwiek wcześniej cię widziała.
- Czyli lekarz miał rację.
- Jaki lekarz, o czym mówisz?
- Dwa lata temu miałaś wypadek. My mieliśmy. To była moja wina, jechałem nieostrożnie, a ten palant wyjechał mi przed motor.
Nienawidzę motorów, boję się ich odkąd tylko pamiętam.
- Skręciłem, ale potem straciłem panowanie i uderzyliśmy w drzewo. Ja miałem lekki wstrząs mózgu, a ty zapadłaś w śpiączkę. Pojechałem do szpitala, zadzwoniłem po twoich rodziców. Nieźle mnie wtedy opieprzyli. Należało mi się. Nienawidzę siebie za to, że zabrałem cię tamtego dnia na tę cholerną przejażdżkę. Lekarze mówili, że wszystko będzie dobrze, ale ty zapadłaś w śpiączkę. Myślałem, że ich tam zabiję. Nie mogłem cię odwiedzać, twoi rodzice powiedzieli ochronie, żeby mnie nie wpuszczali. - przerwał na chwilę by wziąć oddech.
- Raz udało mi się podejść do szyby, przez która mogłem zobaczyć wnętrze pokoju, w którym byłaś. Kiedy ujrzałem cię na tym okropnym białym łóżku myślałem, że się zabiję.  Nie mogłem i nadal nie mogę sobie wybaczyć, że to przeze mnie cierpiałaś. Przez dwa tygodnie chodziłem do ciebie po zajęciach. Nie mogłem na ciebie spojrzeć, nie mogłem nic zrobić. Tylko czekać, aż się wybudzisz. I doczekałem się. W szpitalu powiedzieli mi, że cię wypisali i, że pojechałaś z rodzicami do domu, bo wyniki badań były dobre, ale miałaś jeszcze przyjechać na kontrolę następnego dnia. Dzwoniłem do twoich rodziców, do ciebie, pukałem do drzwi, pytałem sąsiadów, aż w końcu powiedzieli mi, że się wyprowadziliście.
Nigdy nie słyszałam o żadnej wyprowadzce, a co dopiero śpiączce.
- Usłyszałem, że to przeze mnie, nie mogłem sobie darować. Angina, szukałem cię ponad rok i nareszcie znalazłem. Ale ty mnie nie pamiętasz. Nie mogę opisać tego, jak się czuję. Osoba, za która oddałbym życie mnie nie poznaje.
To wszystko ma sens. Może i jestem idiotką, ale mu wierzę. Gdybym to ja była na jego miejscu i przeżyła to, co on, nie wiem, czy dałabym radę komuś o tym opowiedzieć. Jest to na pewno ciężkie.
Byłam w śpiączce, nic nie pamiętam z tego okresu mojego życia. Gdyby się tak zastanowić, to we wspomnieniach mam lukę. Pamiętam, jak pytałam właśnie o ten czas.
Rodzice mówili mi co innego. Chociaż gdyby się tak głębiej zastanowić, to zawsze dziwnie reagowali na moje pytania związane z tą częścią mojego okresu dojrzewania.
- Wszystko okej? - zapytał przerywając ciszę.
- Tak, znaczy nie. Znaczy.. to trochę pogmatwane.
- Rozumiem.
- Mogę cię o coś zapytać?
- O wszystko, pytaj o co tylko chcesz.
- Długo byliśmy razem?
- Cztery miesiące, dwadzieścia dni.
- To długo. - stwierdziłam po czym puściłam jego rękaw, który trzymałam od dłuższego czasu. - Mówiłeś, że szukałeś mnie ponad rok, prawda?
- Tak.
- Dlaczego nie znalazłeś sobie kogoś innego?
- Bo cie kocham.
Pierwszy raz odkąd pamiętam ktoś powiedział mi, że mnie kocha. Łzy zaczęły zbierać się w kącikach moich oczu.
- Przepraszam - Szepnęłam. - To po prostu dla mnie trudne.
- Rozumiem. - objął mnie swoimi ramionami i przytulił.
Jest mi głupio, nie wiem co robić. Spoglądam na szafkę, na której stoi budzik. Coś jest nie tak, wskazówki kręcą się bardzo, bardzo szybko, a budzik zaczyna podskakiwać na białym blacie biurka.
Błagam, nie. Nie teraz, nie chcę znów tego przeżywać.

_____________________________
Przepraszam za błędy.

Rozdział piętnasty. Część 1.

8 komentarzy:
Obudziłam się na łóżku. Po otwarciu oczy widziałam biały sufit, a kiedy chciałam się podnieść, to po prostu nie mogłam.
Moje ciało było obolałe, a mięśnie tak ponaciągane, że ruszyć się nie mogłam. Coś okropnego.
Lekko przekręciłam głowę i zobaczyłam kogoś siedzącego na krześle. Te loki dały mi do zrozumienia, że znam tę osobę.
Tatuaże na jego ręce też zrobiły swoje. Łóżko zaskrzypiało, a on momentalnie potrząsnął głowa i zaspany rozejrzał się po pokoju.
- Wstałaś. - stwierdził po czym wstał i poszedł gdzieś, nie wiem gdzie i po chwili przyniósł mi szklankę wody.
- Dlaczego nie pijesz?
- Nie mogę się ruszać. - jęknęłam.
- Cholera, musisz się uodpornić. - mruknął bardziej do siebie, a potem pomógł mi usiąść w miarę wygodnie.
Upiłam kilka łyków i myślałam, że ta gorycz mnie zabije.
- Co to jest? - zapytałam niezadowolona.
- Nieważne, pij.
- Niedobre.
- Chcesz normalnie funkcjonować, to pij.
Skrzywiłam się, ale kiedy pomyślałam o tym, ze cały czas miałoby mnie wszystko boleć tak jak teraz, to wolę już wypić to świństwo.
Oddałam mu szklankę, odstawił ją i przystawił dobie krzesło do łóżka.
- Pamiętasz coś? Cokolwiek?
- Szczerze, to wolałabym zapomnieć.. Pamiętam tylko, że zrobiło mi się ciemno przed oczami, kiedy mnie złapała.
- Mhm. To dobrze, więcej nie musisz pamiętać.
- Ale jak to, co się stało? Chcę wiedzieć wszystko.
- Nie wiem jak to powiedzieć.. Z tobą wszystko będzie dobrze, bo wypiłaś to, co ci dałem, ale twoja ciotka..
- Co z nią?
- Ona nie żyje.
Nie wiem co powiedzieć, bo totalnie mnie zatkało. Najpierw ojciec, teraz ciotka. To jest coś niemożliwego, nie wiem co się dzieje, ale strasznie mi gorąco.
Polika mnie palą, kiedy dotykam ich rękoma, to czuję jak gorące są.
- Trzymaj - podał mi lód - przyłóż i zaraz to uczucie minie.
Zrobiłam, co powiedział i faktycznie, uczucie gorąca minęło. Rozejrzałam się po pokoju, bo już mogłam. Nic minie nie bolało w szyi, ani innych częściach ciała.
Pokój jest ładny, ale widok za oknem nie wygląda mi na Londyn.
- Gdzie jesteśmy?
- W San Diego.
- San Diego? W stanie Kalifornia? Proszę, powiedz, że żartujesz.
- Nie, nie żartuję.
- Ale co ja teraz zrobię? Jak ja wrócę do - Tutaj nie dokończyłam, bo przecież nie mogę wrócić do domu.
- Dokąd? Do domu? Do domu, w którym możesz zginąć?
Spuściłam głowę i poczułam, jak łzy zbierają mi się w kącikach oczu.
- Przepraszam, nie chciałem. Wiem, ze to dla ciebie trudne, pewnie wiele rzeczy nie rozumiesz, ale od teraz musisz żyć sama. Nie możesz wrócić do miejsc, które znasz. Nie możesz ufać innym, jesteś zdana na siebie i tylko siebie.
- A ty?
- Co ja?
- Mam być zdana tylko na siebie i mam nie ufać ludziom, więc dlaczego jestem tu z tobą? Dlaczego jeszcze mnie nie zabiłeś?
- Jestem tu, żeby ci pomóc, a nie cię zabijać.
- Powiedziałeś, że mam nie ufać ludziom. Jesteś kimś innym niż istota żywa, czy
- Nie, jestem człowiekiem. I tak, powiedziałem to, ale ja jestem wyjątkiem.
- Skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę?
- Pomyśl. Miałem tak wiele okazji, żeby cię zabić, a tego nie zrobiłem. Przywiozłem cię tutaj, chociaż mogłem cię zostawić i zniknąć.
To co mówi ma sens, ale skąd ja mam wiedzieć, że to prawda? Może specjalnie tak mówi.
- Dlaczego?
- Co dlaczego?
- Dlaczego cały czas mnie ratujesz, pomagasz mi, chociaż mnie nie znasz? Po co to robisz? To nie ma sensu, możesz mieć normalne życie, a zadajesz się z kimś tak dziwnym i nienormalnym jak ja. Nie rozumiem, co jeszcze tu robisz. Ja bym uciekała.
- Nie ucieka się od kogoś, kogo się kocha.


________________________________________________
Cześć i czołem!
Nareszcie coś dodaję. Wiem, ze nie było długo rozdziału, ale ten tydzień był chyba najgorszym jak dotąd. Dużo sprawdzianów, czasami nawet dwa w jednym dniu plus kartkówki. W czwartek miałam pisać 4, ale pani od polskiego nie zrobiła, więc pisałam 3/4. Totalne szaleństwo.