Rozdział dwunasty.

Dziewczynka i chłopiec. Oboje nie wyglądają na więcej, niż sześć lat. Są w ubraniach i nie ruszają się. Zaczynam odchodzić z tego miejsca, a motyle lecą za mną.
Nie odstępują mnie na krok nawet wtedy, kiedy zaczynam biec. Omijam wszystko co staje mi na drodze, lecz one nie odpuszczają.
Kiedy w końcu zatrzymuję się, one przelatują mi przed twarzą i zatrzymują się naprzeciw moich oczu.
 Robię krok w prawo, a one przelatują robiąc dokładnie to samo.
- Czego one chcą? - Pytam na głos sama siebie.
W tym momencie dzwoni mój telefon, który mam w kieszeni, a nawet o tym nie wiem.
Spoglądam na motyle, które jakby czekały na to, co zrobię. Ale ja nie wiem co mam zrobić, czego one chcą też nie wiem!
Spoglądam na wyświetlacz telefonu, który odblokował się sam. Potrzebne jest do tego hasło, które znam tylko ja, więc nie wiem jak to się stało.
Samoistnie zaczął się wybierać jakiś numer.
Numer na policję.
Spojrzałam na motyle i na wyświetlacz. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i zadzwoniłam na policję. Wyjaśniłam wszystko. Skłamałam mówiąc, że zgubiłam tu coś i przypadkiem znalazłam te dzieci, co w sumie było prawdą, ale..
Ugh. Rozłączyłam się i dotarło do mnie, że motyli już tutaj nie ma. Jestem sama w wielkim, ciemnym lesie, a gdyby nie patrząc, to one były moimi jedynymi kompanami.
Dodawały mi otuchy i rozświetlały mrok, a teraz jest ciemno. Patrzę w górę i widzę ruszające się korony drzew.
Zaczynam iść przed siebie i słyszę grzmot. Burza? Świetnie.
Szłam, szłam i nagle uświadomiłam sobie coś. A dokładniej to, że się zgubiłam.
Zaczęło padać, a ja nie wiedziałam co robić. Pioruny swoim blaskiem rozświetlały mi czasami drogę, ale to nic nie dawało.
Spoglądając pod nogi zauważyłam motyla, który świecił zupełnie jak tamte. Może to ten sam?
Z każdym krokiem widziałam kolejne motyle, które tworzyły tak jakby drogę dla mnie.
Szłam według ich ułożenia i wkrótce wydostałam się z przerażającego lasu.
Widziałam latarnie i szosę, chodnik i.. mój dom.
Wszystkie okna były ciemne, tylko w moim pokoju zapalone było światło. Podeszłam bliżej, ponieważ przypominałam sobie o tej barierze, która powoduje, że jestem bezpieczna. Chyba.
Na schodach nie było ciała mojego ojca. Wszystko wyglądało dobrze, było w idealnym porządku. Nawet liście były pozgrabiane. I co ja mam teraz zrobić?
Nie mam schronienia, pieniędzy, a mój żołądek domaga się jedzenia.
Kiedy głód bierze górę wchodzę do domu. Zapalam światło, wszystko jest tak jak było. W środku panuje ład i porządek.
Nie zważając na nic wchodzę do kuchni i pakuję jedzenie to torby, która wzięłam z wieszaka. Kiedy wgryzłam się w jabłko myślałam, ze oszaleję.
Słodki sok rozlał się w moich ustach, które były wysuszone od biegu i dyszenia.
Wzięłam wszystko to, czego potrzebowałam. Z puszki, do której rodzice kładli pieniądze wyjęłam całą zawartość. To dużo gotówki, dam radę.
Kiedy pakowałam metalowy przedmiot do torby usłyszałam kroki w moim pokoju. Nie czekałam, po prostu wybiegłam z domu, a kiedy byłam na chodniku zobaczyłam moją matkę, która wyglądała okropnie.
Potargane włosy i ta biała koszula nocna. Moja koszula nocna zaplamiona krwią. To nie była ona, nie tak zachowywała się moja matka.
Nagle usłyszałam, jak mnie woła. To był jej głos, ten sam, który słyszałam w dzieciństwie, kiedy czasami śpiewała mi do snu.
Uśmiechała się do mnie, a ten uśmiech nie był uroczy, czy miły. On był przerażający. Zaczęła iść w moją stronę, a wyglądało to tak, jakby nie miała kości w nogach.
Stanęła obok ozdoby z marmuru bardzo ciężkiej zresztą. Podniosła ją i rzuciła we mnie. Zamknęłam oczy i zrobiłam unik, ale nie oberwałam.
Marmurowa rzeźba roztrzaskała się w powietrzu tak, jakby uderzyła w coś niewidzialnego. Spojrzałam na kobietę, a ta przekrzywiła głowę w nienaturalny sposób.
Na jej twarzy widać było niezadowolenie, prawdopodobnie spowodowane tym, że nadal stoję  i jestem cała.
Zbliżyła się jeszcze trochę i podniosła rękę. Wgryzła się w nią i oderwała kawałek mięsa, po czym go zjadła.
Myślałam, że zwymiotuję. Zaczęłam uciekać i zastanawiać się, dlaczego nikt jeszcze nie zadzwonił na policję.
Już raz to dzisiaj zrobiłam, drugi raz nie zaszkodzi.

*Przeczytałaś/eś? Skomentuj.*
______________________________________
Nie było 18 komentarzy, ale i tak wstawiam, bo was uwielbiam. 

11 komentarzy:

  1. Anonimowy12:28

    Boze! Nawet nie wiesz jak bardzo kocham to opowiadanie! Jezu... genialne! :D ~@Unicooorn2307

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy13:18

    Świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy13:19

    Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. hu hu fajnie, ale ten moment z mięsem był okropny.
    p.s. nowy wygląd jest świetny
    czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy16:11

    Najlepsze! Kocham to ��
    @dirtydrugbitch

    OdpowiedzUsuń
  6. genialny! :* uwielbiam twojego bloga, mimo że zaczęłam czytać dopiero dziś to bardzo mnie pochłonął naprawdę! :* cieszę się ze na na niego natrafiłam.:) pozdrawiam i zapraszam do mnie http://dlamniejestesperfekcyjna-fanfiction.blogspot.com/ liczę że wejdziesz i zostawisz cos po sobie hehe.:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Anonimowy23:40

    Nie mogę się doczekać następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Anonimowy15:51

    jdfbhdvhd cudo
    @syla200

    OdpowiedzUsuń
  9. Bomba! Jejku ten horror jest niesamowity, te całe paranormalne sytuacje i wgl, kurde tylko geniusz mógł to wymyślić!

    OdpowiedzUsuń