Rozdział piętnasty. Część 2.

- Nie ucieka się od kogoś, kogo się kocha.
Myślałam, że najnormalniej w świecie się przesłyszałam. Przypuszczam, że mógł się poczuć dziwnie i głupio, bo spojrzałam na niego, jak na idiotę.
- Przecież to nie ma sensu, nawet mnie nie znasz.
- Mylisz się. Znam cię lepiej niż ktokolwiek inny.
- Nie prawda.
- Zadaj jakieś pytanie, obojętnie jakie, dotyczące twojego życia.
- Co zrobiłam w szesnaste urodziny?
- Weszłaś na drzewo, bo nie mogłaś dosięgnąć jabłka, a potem spadłaś.
- Skąd to wiesz? - zapytałam.
- Za późno przybiegłem, nie zdążyłem cię złapać. - Dodał trochę ciszej.
- Jak to możliwe, skoro ja cię nie znam?
- Ty naprawdę nic nie pamiętasz, Angelino?
- Co miałabym pamiętać?
- Nie ważne. - mruknął i wstał z krzesła.
Kierował się w stronę wyjścia z pokoju, ale jakoś udało mi się wstać i złapać go za rękaw koszuli.
- Powiedz mi. - nalegałam, ponieważ chciałam poznać prawdę. - Jesteś może jakimś moim wujem? Albo kolegą?
- Kolegą. - prychnął.
Nie wiem o co mu chodzi.
- To skąd mnie znasz? Dlaczego ciągle mnie ratujesz, chodzisz za mną? Kim ty dla mnie jesteś?
- Widzisz, my..
- Tak?
- Kiedyś byliśmy razem, Angel.
To jakiś żart? Owszem, jest on bardzo przystojny, dobrze zbudowany. Tylko dlaczego ja go nie pamiętam?

- Wybacz, ale nie pamiętam, żebym kiedykolwiek wcześniej cię widziała.
- Czyli lekarz miał rację.
- Jaki lekarz, o czym mówisz?
- Dwa lata temu miałaś wypadek. My mieliśmy. To była moja wina, jechałem nieostrożnie, a ten palant wyjechał mi przed motor.
Nienawidzę motorów, boję się ich odkąd tylko pamiętam.
- Skręciłem, ale potem straciłem panowanie i uderzyliśmy w drzewo. Ja miałem lekki wstrząs mózgu, a ty zapadłaś w śpiączkę. Pojechałem do szpitala, zadzwoniłem po twoich rodziców. Nieźle mnie wtedy opieprzyli. Należało mi się. Nienawidzę siebie za to, że zabrałem cię tamtego dnia na tę cholerną przejażdżkę. Lekarze mówili, że wszystko będzie dobrze, ale ty zapadłaś w śpiączkę. Myślałem, że ich tam zabiję. Nie mogłem cię odwiedzać, twoi rodzice powiedzieli ochronie, żeby mnie nie wpuszczali. - przerwał na chwilę by wziąć oddech.
- Raz udało mi się podejść do szyby, przez która mogłem zobaczyć wnętrze pokoju, w którym byłaś. Kiedy ujrzałem cię na tym okropnym białym łóżku myślałem, że się zabiję.  Nie mogłem i nadal nie mogę sobie wybaczyć, że to przeze mnie cierpiałaś. Przez dwa tygodnie chodziłem do ciebie po zajęciach. Nie mogłem na ciebie spojrzeć, nie mogłem nic zrobić. Tylko czekać, aż się wybudzisz. I doczekałem się. W szpitalu powiedzieli mi, że cię wypisali i, że pojechałaś z rodzicami do domu, bo wyniki badań były dobre, ale miałaś jeszcze przyjechać na kontrolę następnego dnia. Dzwoniłem do twoich rodziców, do ciebie, pukałem do drzwi, pytałem sąsiadów, aż w końcu powiedzieli mi, że się wyprowadziliście.
Nigdy nie słyszałam o żadnej wyprowadzce, a co dopiero śpiączce.
- Usłyszałem, że to przeze mnie, nie mogłem sobie darować. Angina, szukałem cię ponad rok i nareszcie znalazłem. Ale ty mnie nie pamiętasz. Nie mogę opisać tego, jak się czuję. Osoba, za która oddałbym życie mnie nie poznaje.
To wszystko ma sens. Może i jestem idiotką, ale mu wierzę. Gdybym to ja była na jego miejscu i przeżyła to, co on, nie wiem, czy dałabym radę komuś o tym opowiedzieć. Jest to na pewno ciężkie.
Byłam w śpiączce, nic nie pamiętam z tego okresu mojego życia. Gdyby się tak zastanowić, to we wspomnieniach mam lukę. Pamiętam, jak pytałam właśnie o ten czas.
Rodzice mówili mi co innego. Chociaż gdyby się tak głębiej zastanowić, to zawsze dziwnie reagowali na moje pytania związane z tą częścią mojego okresu dojrzewania.
- Wszystko okej? - zapytał przerywając ciszę.
- Tak, znaczy nie. Znaczy.. to trochę pogmatwane.
- Rozumiem.
- Mogę cię o coś zapytać?
- O wszystko, pytaj o co tylko chcesz.
- Długo byliśmy razem?
- Cztery miesiące, dwadzieścia dni.
- To długo. - stwierdziłam po czym puściłam jego rękaw, który trzymałam od dłuższego czasu. - Mówiłeś, że szukałeś mnie ponad rok, prawda?
- Tak.
- Dlaczego nie znalazłeś sobie kogoś innego?
- Bo cie kocham.
Pierwszy raz odkąd pamiętam ktoś powiedział mi, że mnie kocha. Łzy zaczęły zbierać się w kącikach moich oczu.
- Przepraszam - Szepnęłam. - To po prostu dla mnie trudne.
- Rozumiem. - objął mnie swoimi ramionami i przytulił.
Jest mi głupio, nie wiem co robić. Spoglądam na szafkę, na której stoi budzik. Coś jest nie tak, wskazówki kręcą się bardzo, bardzo szybko, a budzik zaczyna podskakiwać na białym blacie biurka.
Błagam, nie. Nie teraz, nie chcę znów tego przeżywać.

_____________________________
Przepraszam za błędy.

7 komentarzy:

  1. Jestem troszkę zbita z tropu przez tą końcówkę...
    Rozdział świetny (jakoś 2h temu zastanawiałam się kiedy dodasz nowy rozdział, a tu nagle proszę)
    Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy20:28

    o mój boże genialne gejzhieueb naprawde pokochałam te opowiadanie życze weny na dalsze rozdziały @cuddle_bae

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowy20:55

    OMFG! *__* KOCHAM TO FF.
    ilysm! xx
    @xxhoranowaxx

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy21:41

    OMG!!! Kocham to :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wooooow, nie no jestem podekscytowana, aż nie mogę się doczekać co dalej? Czy ten zegar jest związany z tym, że przez to, że ją zabrał zaburzyła ona czasoprzestrzeń, a może to sen? A może ona będzie musiała powtarzać to wszystko od nowa dopóki nie rozwiąże tego problemu tak jak w jednym z odcinków Xeny, kurde no tyle migawek myślowych na minutę, kurcze chciałabym mieć teraz maszynę czasu i przejść do przyszłości, w której już znałabym dręczące mnie na temat tego opowiadania odpowiedzi, ale cóż... trzeba czekać :) Jak to się mówi, najlepsze na koniec xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy19:13

    boski, aww

    OdpowiedzUsuń