Obudziłam się na łóżku. Po otwarciu oczy widziałam biały sufit, a kiedy chciałam się podnieść, to po prostu nie mogłam.
Moje ciało było obolałe, a mięśnie tak ponaciągane, że ruszyć się nie mogłam. Coś okropnego.
Lekko przekręciłam głowę i zobaczyłam kogoś siedzącego na krześle. Te loki dały mi do zrozumienia, że znam tę osobę.
Tatuaże na jego ręce też zrobiły swoje. Łóżko zaskrzypiało, a on momentalnie potrząsnął głowa i zaspany rozejrzał się po pokoju.
- Wstałaś. - stwierdził po czym wstał i poszedł gdzieś, nie wiem gdzie i po chwili przyniósł mi szklankę wody.
- Dlaczego nie pijesz?
- Nie mogę się ruszać. - jęknęłam.
- Cholera, musisz się uodpornić. - mruknął bardziej do siebie, a potem pomógł mi usiąść w miarę wygodnie.
Upiłam kilka łyków i myślałam, że ta gorycz mnie zabije.
- Co to jest? - zapytałam niezadowolona.
- Nieważne, pij.
- Niedobre.
- Chcesz normalnie funkcjonować, to pij.
Skrzywiłam się, ale kiedy pomyślałam o tym, ze cały czas miałoby mnie wszystko boleć tak jak teraz, to wolę już wypić to świństwo.
Oddałam mu szklankę, odstawił ją i przystawił dobie krzesło do łóżka.
- Pamiętasz coś? Cokolwiek?
- Szczerze, to wolałabym zapomnieć.. Pamiętam tylko, że zrobiło mi się ciemno przed oczami, kiedy mnie złapała.
- Mhm. To dobrze, więcej nie musisz pamiętać.
- Ale jak to, co się stało? Chcę wiedzieć wszystko.
- Nie wiem jak to powiedzieć.. Z tobą wszystko będzie dobrze, bo wypiłaś to, co ci dałem, ale twoja ciotka..
- Co z nią?
- Ona nie żyje.
Nie wiem co powiedzieć, bo totalnie mnie zatkało. Najpierw ojciec, teraz ciotka. To jest coś niemożliwego, nie wiem co się dzieje, ale strasznie mi gorąco.
Polika mnie palą, kiedy dotykam ich rękoma, to czuję jak gorące są.
- Trzymaj - podał mi lód - przyłóż i zaraz to uczucie minie.
Zrobiłam, co powiedział i faktycznie, uczucie gorąca minęło. Rozejrzałam się po pokoju, bo już mogłam. Nic minie nie bolało w szyi, ani innych częściach ciała.
Pokój jest ładny, ale widok za oknem nie wygląda mi na Londyn.
- Gdzie jesteśmy?
- W San Diego.
- San Diego? W stanie Kalifornia? Proszę, powiedz, że żartujesz.
- Nie, nie żartuję.
- Ale co ja teraz zrobię? Jak ja wrócę do - Tutaj nie dokończyłam, bo przecież nie mogę wrócić do domu.
- Dokąd? Do domu? Do domu, w którym możesz zginąć?
Spuściłam głowę i poczułam, jak łzy zbierają mi się w kącikach oczu.
- Przepraszam, nie chciałem. Wiem, ze to dla ciebie trudne, pewnie wiele rzeczy nie rozumiesz, ale od teraz musisz żyć sama. Nie możesz wrócić do miejsc, które znasz. Nie możesz ufać innym, jesteś zdana na siebie i tylko siebie.
- A ty?
- Co ja?
- Mam być zdana tylko na siebie i mam nie ufać ludziom, więc dlaczego jestem tu z tobą? Dlaczego jeszcze mnie nie zabiłeś?
- Jestem tu, żeby ci pomóc, a nie cię zabijać.
- Powiedziałeś, że mam nie ufać ludziom. Jesteś kimś innym niż istota żywa, czy
- Nie, jestem człowiekiem. I tak, powiedziałem to, ale ja jestem wyjątkiem.
- Skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę?
- Pomyśl. Miałem tak wiele okazji, żeby cię zabić, a tego nie zrobiłem. Przywiozłem cię tutaj, chociaż mogłem cię zostawić i zniknąć.
To co mówi ma sens, ale skąd ja mam wiedzieć, że to prawda? Może specjalnie tak mówi.
- Dlaczego?
- Co dlaczego?
- Dlaczego cały czas mnie ratujesz, pomagasz mi, chociaż mnie nie znasz? Po co to robisz? To nie ma sensu, możesz mieć normalne życie, a zadajesz się z kimś tak dziwnym i nienormalnym jak ja. Nie rozumiem, co jeszcze tu robisz. Ja bym uciekała.
- Nie ucieka się od kogoś, kogo się kocha.
Moje ciało było obolałe, a mięśnie tak ponaciągane, że ruszyć się nie mogłam. Coś okropnego.
Lekko przekręciłam głowę i zobaczyłam kogoś siedzącego na krześle. Te loki dały mi do zrozumienia, że znam tę osobę.
Tatuaże na jego ręce też zrobiły swoje. Łóżko zaskrzypiało, a on momentalnie potrząsnął głowa i zaspany rozejrzał się po pokoju.
- Wstałaś. - stwierdził po czym wstał i poszedł gdzieś, nie wiem gdzie i po chwili przyniósł mi szklankę wody.
- Dlaczego nie pijesz?
- Nie mogę się ruszać. - jęknęłam.
- Cholera, musisz się uodpornić. - mruknął bardziej do siebie, a potem pomógł mi usiąść w miarę wygodnie.
Upiłam kilka łyków i myślałam, że ta gorycz mnie zabije.
- Co to jest? - zapytałam niezadowolona.
- Nieważne, pij.
- Niedobre.
- Chcesz normalnie funkcjonować, to pij.
Skrzywiłam się, ale kiedy pomyślałam o tym, ze cały czas miałoby mnie wszystko boleć tak jak teraz, to wolę już wypić to świństwo.
Oddałam mu szklankę, odstawił ją i przystawił dobie krzesło do łóżka.
- Pamiętasz coś? Cokolwiek?
- Szczerze, to wolałabym zapomnieć.. Pamiętam tylko, że zrobiło mi się ciemno przed oczami, kiedy mnie złapała.
- Mhm. To dobrze, więcej nie musisz pamiętać.
- Ale jak to, co się stało? Chcę wiedzieć wszystko.
- Nie wiem jak to powiedzieć.. Z tobą wszystko będzie dobrze, bo wypiłaś to, co ci dałem, ale twoja ciotka..
- Co z nią?
- Ona nie żyje.
Nie wiem co powiedzieć, bo totalnie mnie zatkało. Najpierw ojciec, teraz ciotka. To jest coś niemożliwego, nie wiem co się dzieje, ale strasznie mi gorąco.
Polika mnie palą, kiedy dotykam ich rękoma, to czuję jak gorące są.
- Trzymaj - podał mi lód - przyłóż i zaraz to uczucie minie.
Zrobiłam, co powiedział i faktycznie, uczucie gorąca minęło. Rozejrzałam się po pokoju, bo już mogłam. Nic minie nie bolało w szyi, ani innych częściach ciała.
- Gdzie jesteśmy?
- W San Diego.
- San Diego? W stanie Kalifornia? Proszę, powiedz, że żartujesz.
- Nie, nie żartuję.
- Ale co ja teraz zrobię? Jak ja wrócę do - Tutaj nie dokończyłam, bo przecież nie mogę wrócić do domu.
- Dokąd? Do domu? Do domu, w którym możesz zginąć?
Spuściłam głowę i poczułam, jak łzy zbierają mi się w kącikach oczu.
- Przepraszam, nie chciałem. Wiem, ze to dla ciebie trudne, pewnie wiele rzeczy nie rozumiesz, ale od teraz musisz żyć sama. Nie możesz wrócić do miejsc, które znasz. Nie możesz ufać innym, jesteś zdana na siebie i tylko siebie.
- A ty?
- Co ja?
- Mam być zdana tylko na siebie i mam nie ufać ludziom, więc dlaczego jestem tu z tobą? Dlaczego jeszcze mnie nie zabiłeś?
- Jestem tu, żeby ci pomóc, a nie cię zabijać.
- Powiedziałeś, że mam nie ufać ludziom. Jesteś kimś innym niż istota żywa, czy
- Nie, jestem człowiekiem. I tak, powiedziałem to, ale ja jestem wyjątkiem.
- Skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę?
- Pomyśl. Miałem tak wiele okazji, żeby cię zabić, a tego nie zrobiłem. Przywiozłem cię tutaj, chociaż mogłem cię zostawić i zniknąć.
To co mówi ma sens, ale skąd ja mam wiedzieć, że to prawda? Może specjalnie tak mówi.
- Dlaczego?
- Co dlaczego?
- Dlaczego cały czas mnie ratujesz, pomagasz mi, chociaż mnie nie znasz? Po co to robisz? To nie ma sensu, możesz mieć normalne życie, a zadajesz się z kimś tak dziwnym i nienormalnym jak ja. Nie rozumiem, co jeszcze tu robisz. Ja bym uciekała.
- Nie ucieka się od kogoś, kogo się kocha.
________________________________________________
Cześć i czołem!
Nareszcie coś dodaję. Wiem, ze nie było długo rozdziału, ale ten tydzień był chyba najgorszym jak dotąd. Dużo sprawdzianów, czasami nawet dwa w jednym dniu plus kartkówki. W czwartek miałam pisać 4, ale pani od polskiego nie zrobiła, więc pisałam 3/4. Totalne szaleństwo.
O boże on jej powiedział że ją kocha!! Kocham cię za to że tonpiszesz!! 💖
OdpowiedzUsuńdużo błędów składniowych, bardzo. ale rozdział fajny :)
OdpowiedzUsuńMmm kocham te rozdziały coraz bardziej i yyyyupi powiedział jej! :3 Ciekawe co dalej... ^^
OdpowiedzUsuńHahhh:) ale się fajne skończył ❤❤
OdpowiedzUsuńon powiedział jej że ją kocha czy to ja mam coś z oczami aww zjdnzjinsjseisns @cuddle_bae
OdpowiedzUsuńHihi fajnie, ale się chyba troszkę zgubiłam. Dobra przeczytam rozdział od początku i będzie oki
OdpowiedzUsuńCzekam na next.
awu, awu heri jest taki słodki
OdpowiedzUsuńczekam na część 2
KOCHAJ JOM, HAZZA, KOCHAJ JOM!
OdpowiedzUsuńlmao nie nic.