Pękła szybka, a wskazówki odpadły i spadły na blat biurka. Poza tym nic się nie stało i dziękuję za to. Odsunęłam się od Harry'ego i założyłam kosmyk włosów za ucho.
Tak, denerwuję się.
- Co teraz będzie?
- Przez kilka dni będziemy w hotelu, potem pojedziemy do mojego domu w Newcastle.
- Australia?
- Tak. Czy coś nie tak?
- Nie, wszystko okej, ale Australia, a Londyn to
- Daleko, wiem. To dom mojej ciotki, który odnowiłem.
Nie pytałam już więcej.
- Wiesz co się stało z budzikiem?
- Niedokładnie.
- Czujesz bój głowy?
- Nie.
- Jest ci słabo?
- Nie. Czemu o to pytasz?
- Zazwyczaj, kiedy siły nadprzyrodzone tykają się rzeczy związanych z czasem może dojść do zmiany czasu bądź jego zatrzymania.
Jeśli kiedyś coś takiego by się stało, to pamiętaj, że nie możesz się bać. Wszystkie złe moce żywią się twoim strachem, nie pozwól by rosły w siłę.
- D..dobrze.
- Na krześle masz ubrania, będę w kuchni. Jeśli coś by się stało to krzycz.
- Mam nadzieję, że nie będe musiała. - posłałam mu uśmiech.
Pokręcił rozbawiony głową i zniknął za białymi drzwiami. Podeszłam do krzesła i wzięłam bluzkę.
Ubrałam się, a potem nasunęłam na stopy kremowe baletki. Skąd on zna mój rozmiar?
Zauważyłam jeszcze coś. Opaskę, która wisiała na oparciu krzesła. Założyłam ją na włowę i gumką związałam moje głosy.
Wyszłam z pokoju i zobaczyłam korytarz, zaczęłam nim iść. Na ścianach wisiały duże, stare obrazy, które nadawały klimat. Na drugim końcu korytarza dostrzegłam drzwi.
Chwilę potem satałam przed nimi i nazisnęłam na klamkę.
Po otwarciu weszłam w drugi korytarz. To trochę dziwny hotel, ale co ja mogę na to poradzić?
Doszłam do kolejnych drzwi i kiedy przekraczałam ich próg znajdywałam się w następnym korytarzu.
Wszędzie wiszą obrazy w dużych, złotych ramach. Chciałam zawrócić, ale drzwi za mną nie było. Były tylko jedne, na drugim końcu korytarza. Nie moge się cofnąć, a do przodu też nie chcę iść.
Kiedy otwieram kolerny raz dziwne drzwi jestem zdezorientowana, ponieważ znów jestem w korytarzu.
Przejście zatrzaskuje się, ale tym razem nie ma już żadnych drzwi. Kręcę się dookoła, ale nadal nie widze wyjścia.
Jestem w potrzasku, nie wyjdę stąd. Zrezygnowana siadam i operam się plecami o jedną ścianę.
Patrzę na obrazy, dokładnie się im przyglądam. To chyba jacyś krolowie.
Zaóważyłam w rogu pokoju czarną plamę. Nie plamę, ale duży czarny obszar. Wstałam i podeszłam trochę bliżej. To wygląda ja mech, albo coś.
Nagle to zaczęło się ruszać i po ścianie zaczęły zbiegać pająki.
Zaczęłam krzyczeć i natychmiast odskoczyłam od nich. Cofałam się tyłem i patrzyłam na nie, żeby wiedziec jak daloko są.
Horda pająków zmierzała w moim kierunku, a ja nie mogłam przestać krzyczeć.
Nienawidzę ich, są okropne, nienawidzę po prostu nienawidzę. Zaczeły wchodzić na ściany, a potem na sufit.
Obróciłam się i zobaczyłam, że korytarz się wydłużył. Zaczełam biec, chciałam być jak najdalej. Na ścianie dostrzegłam prostokątny kształt.
Jeśli to jest to co myślę, to jestem uratowana.
Biegłam ile sił w nogach, odwróciłam się, a to co ujrzałam przeraziło mnie od tego stopnia, że biegłam jeszcze szybciej.
Ściany za mną były czarne, wszędzie były pająki. Nie mam pojęcia skąd ich tu tyle, ale nie mam też casu, żeby się nad tym zastanawiać.
Dobiegłam do upragnionej wolności i nacisnęłam na klamkę. Nie myśląc weszłam szybko za powłokę białych drzwi i krzyknęłam, ponieważ zaczęłam spadać.
Otaczał mnie las, a po chwili byłam pod ziemią. Wpadłam w dziurę i spadłam coraz niżej i niżej.
Korzenie wystające z gleby mogłyby mi służyć jako coś do złapania się, gdybym umiała je chwycić.
Robiło się coraz ciemniej i ciemniej, brakowało światła z powierzchni. Kiedy uświadomiłam sobie, że to koniec przestałam machać rękoma i zamknęłam oczy, w których było trochę piasku.
To już koniec.
Tak, denerwuję się.
- Co teraz będzie?
- Przez kilka dni będziemy w hotelu, potem pojedziemy do mojego domu w Newcastle.
- Australia?
- Tak. Czy coś nie tak?
- Nie, wszystko okej, ale Australia, a Londyn to
- Daleko, wiem. To dom mojej ciotki, który odnowiłem.
Nie pytałam już więcej.
- Wiesz co się stało z budzikiem?
- Niedokładnie.- Czujesz bój głowy?
- Nie.
- Jest ci słabo?
- Nie. Czemu o to pytasz?
- Zazwyczaj, kiedy siły nadprzyrodzone tykają się rzeczy związanych z czasem może dojść do zmiany czasu bądź jego zatrzymania.
Jeśli kiedyś coś takiego by się stało, to pamiętaj, że nie możesz się bać. Wszystkie złe moce żywią się twoim strachem, nie pozwól by rosły w siłę.
- D..dobrze.
- Na krześle masz ubrania, będę w kuchni. Jeśli coś by się stało to krzycz.
- Mam nadzieję, że nie będe musiała. - posłałam mu uśmiech.
Pokręcił rozbawiony głową i zniknął za białymi drzwiami. Podeszłam do krzesła i wzięłam bluzkę.
Ubrałam się, a potem nasunęłam na stopy kremowe baletki. Skąd on zna mój rozmiar?
Zauważyłam jeszcze coś. Opaskę, która wisiała na oparciu krzesła. Założyłam ją na włowę i gumką związałam moje głosy.
Wyszłam z pokoju i zobaczyłam korytarz, zaczęłam nim iść. Na ścianach wisiały duże, stare obrazy, które nadawały klimat. Na drugim końcu korytarza dostrzegłam drzwi.
Chwilę potem satałam przed nimi i nazisnęłam na klamkę.
Po otwarciu weszłam w drugi korytarz. To trochę dziwny hotel, ale co ja mogę na to poradzić?
Doszłam do kolejnych drzwi i kiedy przekraczałam ich próg znajdywałam się w następnym korytarzu.
Wszędzie wiszą obrazy w dużych, złotych ramach. Chciałam zawrócić, ale drzwi za mną nie było. Były tylko jedne, na drugim końcu korytarza. Nie moge się cofnąć, a do przodu też nie chcę iść.
Kiedy otwieram kolerny raz dziwne drzwi jestem zdezorientowana, ponieważ znów jestem w korytarzu.
Przejście zatrzaskuje się, ale tym razem nie ma już żadnych drzwi. Kręcę się dookoła, ale nadal nie widze wyjścia.
Jestem w potrzasku, nie wyjdę stąd. Zrezygnowana siadam i operam się plecami o jedną ścianę.
Patrzę na obrazy, dokładnie się im przyglądam. To chyba jacyś krolowie.Zaóważyłam w rogu pokoju czarną plamę. Nie plamę, ale duży czarny obszar. Wstałam i podeszłam trochę bliżej. To wygląda ja mech, albo coś.
Nagle to zaczęło się ruszać i po ścianie zaczęły zbiegać pająki.
Zaczęłam krzyczeć i natychmiast odskoczyłam od nich. Cofałam się tyłem i patrzyłam na nie, żeby wiedziec jak daloko są.
Horda pająków zmierzała w moim kierunku, a ja nie mogłam przestać krzyczeć.
Nienawidzę ich, są okropne, nienawidzę po prostu nienawidzę. Zaczeły wchodzić na ściany, a potem na sufit.
Obróciłam się i zobaczyłam, że korytarz się wydłużył. Zaczełam biec, chciałam być jak najdalej. Na ścianie dostrzegłam prostokątny kształt.
Jeśli to jest to co myślę, to jestem uratowana.
Biegłam ile sił w nogach, odwróciłam się, a to co ujrzałam przeraziło mnie od tego stopnia, że biegłam jeszcze szybciej.
Ściany za mną były czarne, wszędzie były pająki. Nie mam pojęcia skąd ich tu tyle, ale nie mam też casu, żeby się nad tym zastanawiać.
Dobiegłam do upragnionej wolności i nacisnęłam na klamkę. Nie myśląc weszłam szybko za powłokę białych drzwi i krzyknęłam, ponieważ zaczęłam spadać.Otaczał mnie las, a po chwili byłam pod ziemią. Wpadłam w dziurę i spadłam coraz niżej i niżej.
Korzenie wystające z gleby mogłyby mi służyć jako coś do złapania się, gdybym umiała je chwycić.
Robiło się coraz ciemniej i ciemniej, brakowało światła z powierzchni. Kiedy uświadomiłam sobie, że to koniec przestałam machać rękoma i zamknęłam oczy, w których było trochę piasku.
To już koniec.
_____________________________
Czytasz? Skomentuj.
Przepraszam za błędy i za to, że rozdział jest taki krótki.
świetny xx @cuddle_bae
OdpowiedzUsuńwoah! świetne, czekam na next
OdpowiedzUsuńWoooo ale supcio się robi :d Chcę więcej xD
OdpowiedzUsuńwięcej, więcej i jeszcze raz więcej ♥
OdpowiedzUsuńNEXT! NEXT! NEXT! *____* @xxhoranowaxx
OdpowiedzUsuńTo jest niesamowite �� @nevahriv
OdpowiedzUsuń